Duchy Natury. Opowieści własne i cudze.

duchy natury

http://monamornak.wordpress.com/2012/12/04/451/

Duchy, duszki, elfy, czy są i czym są?
Od wieków, ba od tysiącleci,  ludzie spotykają się z nieznanym, niewidzialnym,  czy wobec powyższego nieistniejącym? Bo przecież coś czego nie widać nie istnieje, to oczywiste?
A widzialne dostrzegalne ślady w materii tego niewidzialnego są czym?
– Nieprawdą wyobrażeniem, bajką, fantazją i po prostu kłamstwem? – Może nie warto sobie głowy zawracać i wszystko do jednego kosza wrzucić, kosza z napisem – bajki i kłamstwa.
Wygodny to kosz, do czasu gdy samemu się spotka z niewytłumaczalnymi zjawiskami.  A   wtedy co ? Są dwa sposoby radzenia sobie w takim przypadku,
pierwszyanaliza zdarzenia i jeśli nie da się logicznie wytłumaczyć to zapisać w pamięci i próbować więcej się dowiedzieć na ten temat. Konsekwencje tego mogą być jednak „straszne”, otóż może nastąpić zmiana świadomości i jej rozszerzenie. Dalszy etap przyznanie: –  nie wiem co to jest, było, lub się przydarzyło, nie wykluczam jednak że: „są rzeczy na niebie i ziemi a jakim się filozofom nie śniło”.
sposób drugi, negacja i to wszystko.

elfy

Są jednak narody które wierzą w elfy, mają z nimi codzienne spotkania, to tam gdzie rząd poddał się do dymisji na żądanie obywateli, bez walki i przepychanek co zapewne wynika z wiary w elfy. :)  Islandia:
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,13095525.html
warto przeczytać. :)

Zdjęcie. Anglia. 1911 rok. Podobno dziewczynki wycięły z papieru te postacie:). http://www.paranormalne.pl/tutorials/article/298-wrozki-z-cottingley/

A ja tutaj, dziś, chcę opowiedzieć o swoich doświadczeniach, oraz polecić przyjrzeniu się zdarzeniom które znalazły się pod lupą badaczy, obserwatorów, lub tylko świadków.
Moje:

Spotkanie pierwsze:
Listopadowy albo Grudniowy wieczór, wracam ze szkoły, jest już ciemno jak to zimą.
Śniegu nie ma, idę jak zwykle, jak co dzień od wielu lat, koło spalonej fabryki teraz  mauzoleum.
Radogoszcz. W dawnej fabryce Abbego Niemcy zrobili więzienie, wielu tam trafiło. Tuż przed wyzwoleniem Łodzi, ci nieludzie podpalili fabrykę wraz z więźniami. Było tam 1500 ludzi. Do wyskakujących z okien strzelali, reszta spaliła się żywcem. 35 uratowało się wchodząc do przeciwpożarowego metalowego zbiornika. Poparzeni ale przeżyli.
Do rzeczy.
Idę jak zwykle, nie myśląc o tych czasach, bo mijając fabrykę co dzień nie rozważa się okrucieństwa dla młodego człowieka dawnego już. Mijając bramę usłyszałam pukanie, jak metal o metal albo jak łańcuch o coś metalowego. Zatrzymałam się myśląc: „czyżby kogoś zamknięto w mauzoleum?” Doszłam do bramy a że jest tam porządne oświetlenie oblukałam teren, nikogo jednak nie widziałam, brama oczywiście zamknięta a mury są tam wysokie, no to poszłam dalej, wzruszając ramionami, jeszcze po drodze przez metalowe ogrodzenie zerkając. Doszłam na końcu ogrodzenia budki wartownika, poza fabryką sporo wystającą. Wtedy poczułam przerażenie ale takie że … no nic więcej nie pamiętam, tylko moment wyraźny mam przed oczami, jak unoszę  nogę do ucieczki, ocknęłam się mniej więcej pół kilometra dalej, przy zbiegu Świetlanej i Sowińskiego.
Można się przestraszyć, można się bać, ale nie tak by nie pamiętać całego sporego odcinka drogi, czegoś takiego tak przerażającego nigdy wcześniej nie doświadczyłam i dodam od razu – nie mam ochoty na powtórkę.
Spotkania takie do rzadkości nie należą, ale niepamiętanie w jaki sposób przebiegłam taki odcinek drogi już mniej są częste, coś mam jeszcze w pamięci jakąś awanturę w domu, ale to tylko wrażenie że późno wróciłam wtedy do domu, jakiś niepokój mamy, który jak zwykle owocował  pretensjami. Ale tego już pewna nie jestem.

Spotkanie drugie:
Kurowice. Trochę poza miastem. Jeździliśmy tam z wilczurem by się wybiegał, w lesie. Tym razem wybraliśmy się tuż przed wieczorem, ale jeszcze za dnia. Wilk :) nasz jako że młody był wtedy, wleciał w las i pognał ze szczekaniem za być może sarną. Stoimy, czekamy, wołamy, nadchodzi szarówka, już nie dzień jeszcze nie wieczór. Trochę się o niego martwiłam, nie lubiłam bowiem jak tak ganiał.
Nagle postrzegam na obrzeżach świadomości gromadzące się postacie. Jak wyglądały?
Duże, na dwóch nogach, pokryte sierścią z pyskami pełnymi zębów tak wyglądały. Jak je nazywa mitologia słowiańska? Nie wiem. Nie ważne, powiem wam że na pewno są i żyją w cieniu, w szarości ani blisko ani daleko od człowieka. Zamilkłam, nie wołam staram się nie myśleć, cisza w umyśle, spokój, cisza, nie dawać uwagi, nie bać się!!! Stoimy z mężem czekamy. Dla mnie okropnie długo, wreszcie wilczur wybiegany radośnie przyleciał, powoli nie nerwowo, nie śpiesząc się poszliśmy do samochodu. Dopiero po wyjeździe z lasu powiedziałam mężowi co się gromadziło dookoła nas. To nie tak że wymyślam, lub się boję więc wymyślam, nie tworzę takich postaci, nie mam takiej potrzeby a nad wyobraźnią panować umiem.
Czy ktoś jeszcze miał takie „przywidzenia” jak ja? A i owszem kilka lat później czytałam list czytelniczki  w„Nieznanym Świecie” miesięczniku,  opisywała swój powrót w górach, samochodem i ona i syn postrzegali owe stworzenia dokładnie takie jak opisałam, widziane, postrzegane  na obrzeżach świadomości. Podkreślam na obrzeżach!!!
Kiedyś też opisałam to zdarzenie znajomemu leśniczemu, pytając czy miał takie spotkania takie wrażenia, chodząc po lasach przecież o różnych porach,  powiedział że tak, ale że to raptus na moje:  – a  czemu się nie dzieli opowieściami odpowiedział gniewnie: „żeby mnie do czubków wsadzili?”  Fajny człowiek ale raptus niesamowity. :)

Trzecie spotkanie:
W domu. Siedząc na kanapie i zdejmowałam pierścionek upadł mi na dywan,  pierścionek  niewielki złoty, ale szkoda by odkurzacz go połknął. Więc na kolana i dawaj szukać i guzik, nie ma. No nie ma to nie ma, trudno, myślę sobie. Minął rok może trochę więcej, inna kanapa, wstałam i poszłam sobie do kuchni, wracam a na środku kanapy leży pierścionek. Zaniemówiłam wprost. Do pełnego obrazu dodam że sama byłam w domu córka pewnie w szkole  a mąż jak zwykle na wyjeździe. To spotkanie już raczej do zwykłych bardziej należy bo każdy spotkał się z: „znikło? diabeł ogonem nakrył”. :)

Czwarte spotkanie będzie długo bo inaczej się nie da, może ktoś pokusi się o wytłumaczenie? Poproszę o kartki papieru i pisak jakiś może ktoś spróbuje to logicznie wyjaśnić. :)
Pojechałyśmy z córką z dziesięciolatką wtedy wtedy do Gdyni do znajomej. Otrzymała mieszkanie w nowym osiedlu niedawno pobudowanych blokach, na wyciętej sporej polanie. Gdynia Witomino. Wjeżdżając na teren najpierw krańcówka autobusów, w prawo od niej droga przez las przez tory kolejowe, czarna droga trakt leśny bardziej prowadził przez bardzo ruchliwą jezdnię do dzielnicy willowej.
Bloki na polanie w dwuszeregu. Proste prostokąty budowane pod koniec lat 80 wieku  zeszłego. Jeden szereg ten w którym Ania mieszkała był bliżej lasu ile ich tam było wtedy pobudowanych pięć sześć w drugim szeregu tyle samo równiutko. :)
Lasy dookoła Trójmiasta są bukowe każdy kto tam był zna te tereny wzniesień i dolinek i wysokich strzelistych drzew. Blok Ani trzeci albo czwarty od krańcówki autobusowej. Wyszłyśmy z córką na spacer. Nie znam terenu, więc jestem bardzo uważna i silnie skoncentrowana gdzie idę by nie zabłądzić. Przeszłyśmy przez las obok szczytu bloku, idziemy przez tory, wiem wiem ale uważałam :) Teraz chodnikiem w stronę miasta, powoli i spacerkiem. Wracamy tą samą trasą. Przez tory do małego zagłębienia w terenie z powalonym drzewem. By wiedzieć że trafiłam dobrze wchodzę z córcią na niewielkie wzniesienie i widzę blok Ani, trafiłam z powrotem, zadowolona wracam z małą by się tam trochę pobawiła. Siadam na pniu drzewa spokój  cisza wiewiórka rozluźnienie. No  dobrze dość, wracamy wchodzę na to samo wzniesienie i co widzę? Nie ma bloków jest las, mieszany, liściasty las dziwny jakby jesienny a przecież było lato. Idę dalej i rozglądam się najpierw zdumiona – gdzie do cholery są bloki!! Powoli zaczyna mnie ogarniać furia, no furia i już gniew taki, że czerwone płatki przed oczami. Z tyłu za mną są tory, tory, tory tory kolejowe. Mam je przed oczami tory kolejowe odwracam się i idziemy szybko idę szybko z powrotem dziecię za mną. Mam przed oczami i w głowie tylko jedną myśl! tory kolejowe.
Nagle wypadam, lepiej byłoby tu powiedzieć jak z bąbla jakiegoś ale to tylko uczucie, więc wypadam wraz z córką na … czarną drogę, na leśny trakt, którego przecież w żadną stronę nie przekraczałam, bo był on na samym początku tuż przy krańcówce autobusów.
Do Ani bloku idę wzdłuż lasu, tam gdzie powinnam wyjść. Co się zdarzyło, jak to wytłumaczyć?
Moim zdaniem silna koncentracja a potem rozluźnienie spowodowały to przeniesienie w czasie. Bo to było chyba to? Niespodziewanie weszłyśmy w las przed wycięciem, mieszany las, nie jednorodny bukowy. Moja determinacja i siła woli gniew i złość nie przerażenie, nie poddanie się czy płacz,  oraz wyobrażenie tych cholernych torów, które MUSZĄ przecież być, bo je pod wielkim strachem przecież przekraczałam, rozglądając się niespokojnienie nie tylko przed pociągiem ale i – wtedy, milicjantami, pozwoliło na wyjście z tego bąbla.
Idąc do domu cisnęłam w stronę lasu z gniewem patykiem, poczułam – bo przecież nie usłyszałam, jakby śmiech.
W tych lasach są miejsca wcale nie fajne. Syn Ani z dziewczyną uciekali do domu wieczorem gonieni przez coś, czego oboje nawet w przerażeniu nie potrafili opisać dobrze. A sama Ania?  Czarownica po prostu. :) Miała zwyczaj rano wstać albo iść wieczorem to tego bukowego lasu i tam siadać na wielkim kamieniu i medytować. Moje ostrzeżenia że takie kamienie są niebezpieczne, bo z nimi wiążą się często opowieści ludowe o jakiś diabelskich spotkaniach, jak o jednym na którym diabeł w karty grał i przegrał w złości orząc kamień pazurami i do dziś są na nim ślady tych pazurów,  jakoś na Ani specjalnego wrażenia nie zrobiły. :) Może i dobrze, tylko że … sama Ania zmieniała się. Tzn. jej psychika jakoś tak twardniała. Ale to może tylko moje wrażenie, może Anie po prostu twarde baby są? :)

Teraz czas na innych ludzi opowieści dziwnej treści.
oto niewytłumaczalne zniknięcia które do dziś poruszają wyobraźnie ludzi:
http://niewiarygodne.pl/kat,1031987,title,Najdziwniejsze-znikniecie-w-historii-Przypadek-ktory-szokuje-do-dzis,wid,15011551,wiadomosc.html

A Duchy Natury elfy gnomy nimfy? Ktoś wyczerpująco już je opisał.
http://monamornak.wordpress.com/2012/12/04/451/

Czy ktoś spotkał się z takim zjawiskiem jak opisane poniżej?
http://strefatajemnic.onet.pl/duchy/nocny-przesladowca/c4q0q

Pytałam znajomą o sposoby o wiedzę, jak obronić zwierzęta przed czymś takim. Jak sobie ludzie na wsiach radzili i czy pomagało i taką otrzymałam odpowiedź:

„Sposobów Elu, nie znam. Pamiętam jednak opowieści babci, nomen omen wychowała się na małej wsi koło Łomży, to już rzut beretem do Białegostoku.Smile. U niej na gospodarce takie rzeczy się działy. To z natury przychodziło, psotne to było i czasem udawało się podpatrzyć w robocie plecenia tychże warkoczy. Smile
O istotach tych jednak dobrze nie mówiono, bano się tego i częściej żarliwie się modlono. Smile
Czy to że czegoś nie widzimy nie istnieje? Dlaczego najczęściej dzieci widzą duchy natury, elfy, nimfy i inne duszki?  Dzieci widzą trochę jak zwierzęta, szeroki kąt widzenia umożliwia uchwycenie obrazu na obrzeżach, zapewne i ludzie sensytywni potrafią tak widzieć no i aparaty fotograficzne. :) Te istoty potrafią się  ukrywać w cieniu, lub pomiędzy cieniami w mroku, może się nudzą  i chcą się bawić, nie czują że źle robią a może  chcą zamanifestować tylko swoją obecność? Ja WIEM że istnieją.
No i jednak starano się zadbać, zabezpieczyć zwierzęta w stajniach przed takim spotkaniami jak opisane powyżej w linku, wieszano patki drapieżne, czerwone kokardy.
I to jest ciekawe że czerwony kolor zawsze bronił przed atakami tych czy tego co mieli złe zamiary. :)
Ostrzeżenie przed czarnookimi. Też warto wiedzieć że nie warto zawsze negować swojego uczucia strachu, który bardzo często ostrzega:
http://asiula2k.bloog.pl/id,330779156,title,TAJEMNICZE-DZIECI-O-CZARNYCH-OCZACH,index.html?smoybbtticaid=611fcc
A co widać na tym filmie?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

29 odpowiedzi na „Duchy Natury. Opowieści własne i cudze.

  1. Pantera pisze:

    Dlaczego mnie nigdy takie rzeczy sie nie zdarzaja? Bo w nie nie wierze! Jak zreszta w nic, czego nie moge zobaczyc, dotknac, powachac, uslyszec lub posmakowac.
    Ale opowiesci Twoje trzymaja w napieciu, sa zajmujace i niezwykle.

    • elka pisze:

      Też tak miałam, dlatego doszłam do bramy tej fabryki szukając wyjaśnienia w ukrywającym się tam człowieku. :)
      Zatrzymaj świat mówią szamani. Zatrzymaj swoje wyobrażenie że świat jest tylko materialny. Wiesz, zmieniłam swoje widzenie świata i siebie w nim, po tych doświadczeniach nie mam żadnej ochoty na powtórkę.
      :)

  2. Olga Jawor pisze:

    Podobna chyba jestem Elu do Ciebie, bo też w takie dziwne rzeczy wierzę. A czemu wierzę? Bo je czuję, bo doświadczam dziwnych stanów na pograniczu snu i jawy, jakichś dziwnych widzeń, docieram do nie swoich wewnątrz mnie siedzących wspomnień. Wrażenie deja vu, to coś czego doswiadczyłam wiele razy w zyiu. Nieokreslony strach przed czymś w lesie również (na szczęście nie w moim obecnym lesie, ale kiedys w Beskidach zdało mi się, ze jakis straszliwie wielki, dyszący stwór mnie gonił. Ze strachu wtedy aż nogi mi podcięło i upadłam, nie majac siły na ucieczkę. Głos uwiązł mi w gardle i czekałam juz na własną śmierć. Ale to cos zatrzymało sie za krzakami i stamtąd mnie obserwowało. A ja odzyskałam na tyle siłę by na czworakach uciec w ogromnej panice z tamtego miejsca!)
    Nie opowiadam o tym ludziom, bo najcześciej wzruszają wtedy ramionami, bagatelizują, wysmiewają się a za moimi plecami pukają sie w czoło. Tutaj, pod Twym postem także nie ma zbyt wielu komentarzy. Dlaczego? Czy ludzie wstydza sie opowiadac o takich rzeczach, czy naprawdę niczego takiego nie doswiadczyli? A może to my dwie jestesmy dwoma egzaltowanymi wariatkami, które mając zbyt bogatą wyobraźnię cos sobie po prostu wmawiają…?

    • elka pisze:

      Ja też Olgo nie opowiadam bo najczęściej jest milczenie lub właśnie wyśmiewanie. Wiec nie mówię a napisałam licząc że ktoś się podzieli swoimi spotkaniami. I mam podzieliłaś się więc jeszcze coś napiszę tym razem o spotkaniach na granicy jawy i snu.
      Nie wszyscy doświadczają spotkań z duchami z wróżkami czy elfami, może są to zablokowanie w umyśle ścieżki do nich prowadzące?
      Mnie zawsze interesowała odpowiedzieć na pytanie: jaki ten świat jest naprawdę. Nie jaki z opisów wynika że jest, ale naprawdę jaki jest. No to czasem mam taki wgląd że ciarki latają po plecach. A czytałaś o tych istotach co zaplatają koniom w stajni warkoczyki? no horror po prostu, dla tych zwierząt. Widać nie tylko my dwie ale ludzie na wsiach doświadczali i doświadczają tego rodzaju spotkań, wcale dla nich nie śmiesznych.
      To mnie zachęciłaś napiszę. :)

      • Olga Jawor pisze:

        Własnie po to m.in. mamy blogi, by pisać tu odwazniej o tym, o czym nie zawsze da sie pogadać ze znajomymi. Wiadomo, że w zyciu codziennym obowiązują bardziej pragmatyczne zagadnienia i dość typowe, powtarzalne tematy rozmów. Żyje się od problemu do problemu. Z tego sie sobie zwierzamy. I tak mało miejsca zostaje na sprawy ducha! A ponieważ jest go tak mało, to w końcu wydaje się nam, że są one tak mało istotne, dziecinne, smieszne, że aż w ogóle nieprzydatne na codzień.
        Lecz nie! Jestesmy duchem i ciałem. Najpierw duchem. Myslą. Czasem człowiek doswiadcza czegoś, co budzi go z codziennej rutyny. Czasem sni tak wyraziście, że aż ma pewnosc, ze to sen jest jawa a jawa snem…
        I nie mozna zaprzeczać tym doznaniom. No chyba, ze sami siebie podejrzewamy o chorobe psychiczną…
        Elu! Pisz zatem o swoich niezwykłych spotkaniach, wspomnieniach, wizjach i lękach. Daj im tu głos takze po to by nie były już tak straszne. A poza tym te dziwne nasze stany i wizje nie zawsze są przecież straszne. Czasem są fantastycznie piekne! Niczym z „Władcy Pierścieni”! I wtedy człowiek jest szczęsliwy, że moze tego doznawać, że jakaś brama sie dla niego uchyliła.

        • elka pisze:

          Te najstraszniejsze już opisałam inne są typu: pomiędzy jawą a snem. Może być że sen. :)
          Napiszę Olgo. I nie zamierzam zaprzeczać tym doznaniom tyle że są one bardzo osobiste często i kierują w stronę zmiany świadomości, poszerzenia jej o zrozumienie bycia czymś więcej niż tylko ciałem.

  3. Antoni Relski pisze:

    Miałem doświadczenie z czymś niematerialnym. Dobrze, że serce w porządku i wytrzymało. Pisałem nawet o tym na początku prowadzenia bloga. Nie silę się na żadne wyjaśnienia, bo nie wiem.
    Pozdrawiam

  4. Lidia pisze:

    Witaj Elko :) Ciekawe sprawy poruszasz na swoim blogu, które mnie również interesują. Na powyższy temat coś napiszę, tyle, że trochę później, bo wymaga to nieco czasu i namysłu. W każdym razie, nie jesteście z Olą same, chociaż mnie – na szczęście, chyba, tak spektakularne rzeczy nie spotkały.

    • elka pisze:

      Witaj :) z przyjemnością przeczytam i serdecznie zapraszam. Pozdrawiam ciepło.

      • Lidia pisze:

        Dzieci i zwierzęta widzą z pewnością więcej. Moja koleżanka mówiła mi kiedyś, że jej córka, będą małą dziewczynką, bawiła się w lesie z jakimiś elfami, czy duszkami, ale to jeszcze można wytłumaczyć, że dzieci tak mają. Wymyślają sobie niewidzialnych towarzyszy zabaw. Ale, co/kogo mój bratanek widział? Jednego dnia za nic nie chciał zejść ze schodów w domu, z piętra na parter. Ja byłam przy nim, bo był wtedy mały, miał może dwa latka. Pytam mu się, dlaczego nie chce zejść, a on mi na to, że tam na dole jest „ałgiła”. Oczywiście nic nie widziałam, mówię mu więc, że wezmę go na ręce i zejdziemy, bo tam nikogo nie ma. Dał się namówić, a przy schodzeniu podkulił nóżki, jakby się bał, że coś mu je chwyci. Dziwne to było.
        Natomiast kocur, który tam mieszka, czasem zastyga i nieruchomo się czemuś/komuś przypatruje. Kilka razy to zaobserwowałam. Ale to chyba nic groźnego, bo kot jest spokojny.
        Kiedyś z mężem jechałam do Bornego Sulinowa. Kilkanaście km przed, wjechalismy w mgłę – to nic nadzwyczajnego w tym miejscu, bo to podmokły teren, łąki, las. W pewnym momencie kawałek mgły popłynął wprost na nas, ale nie rozbił się o szybę, tylko podleciał do góry. Wyglądało to naprawdę niesamowicie, włoski mi dęba stanęły, ciarki przez plecy przeleciały i nie wiemy do dziś, co to było. Moze i dobrze. W pobliżu tego miejsca był obóz jeniecki i może dlatego tak tam dziwnie jest.
        Wydaje mi się, że świat wygląda trochę inaczej, niż nam się to wmawia. Kiedyś na wsiach ludzie widzieli więcej, bo wynikało to pewnie z ich wiary, przekonań, może i wiedzy, która mimo, że starannie wykorzeniana jako zabobony, gdzieś tam tkwiła i tkwi do dzisiaj. Sama już nie wiem, ale czytam takie historie i wierzę, że miały miejsce. Przynajmniej ich część, oczywiście.

        • elka pisze:

          Koleżanki syn obudził cały dom wielkim rykiem. Gdy wypadli z łóżek do niego przerażeni zobaczyli dziecko biegnące do swojego pokoju z pupą wypiętą przed siebie i wołającego wilk wilk. Mogli nie uwierzyć ze widział wilka ale ta pupa w ucieczce chroniona i ten płacz mówił o czymś innym. Tak dzieci widzą więcej i mało tego opowiadają też o swoich wcześniejszych inkarnacjach. Tyle że nikt im nie wierzy. Nikt z już dorosłych i oni sami też zapominają z czasem stając się realistami twardo po ziemi stąpającymi.
          Niesamowite spotkanie z tą „mgłą” podobno duchy tak wyglądają, jak mgła. W takich miejscach są dusze które wycierpiały tak dużo najczęściej nie mają świadomości swojej śmierci.
          Serdecznie pozdrawiam

  5. Jasna8 pisze:

    Ciekawe sprawy poruszasz, ale mnie one kojarzą się jak bajki Andersena.
    Nie wiem czy coś takiego istnieje…
    Staram się chodzić twardo po ziemi :-)

    • elka pisze:

      Witaj bajki Andersena powstały z tego co ludzie postrzegali przez cale lata.
      Prości wiejscy ciężko pracujący ludzie nie stąpali twardo nogami po ziemi?
      Czy konie w stajniach widziały coś czego nie było a co plotło im warkocze w grzywach i ogonach? Ludzie widząc to też mieli złudzenia warkoczy?
      :)
      Wiesz lepiej nie chcieć się dowiedzieć szczególnie gdy masz słabe serce to nie są fajne spotkania, naprawdę.
      Ciepło pozdrawiam.

  6. margo pisze:

    Witaj Elu, bardzo chętnie słucham tego typu opowieści i wcale nie uważam je za absolutnie niemożliwe, raczej jak coś, na co nie potrafimy znaleźć odpowiedzi…. Zagadka. Ja sam nigdy takich rzeczy nie doświadczyłam. Zdarzyło mi się coś w rodzaju deja vu, ale tłumaczę to racjonalnie jako opóźnienie przekazywania informacji przez płaty mózgowe, fantazja, nieświadome życzenie. Nie mogę jednak ukrywać, że to doświadczenie budzi we mnie niepokój. Może dlatego, że nie ma się nad tym kontroli. Natomiast żadnych innych tajemniczych przeżyć nie miałam. Pozdrawiam

    • elka pisze:

      Witaj Margo dobrze piszesz lepiej być zaniepokojonym i do siebie dopuszczać że istnieje coś czego nie widzę i nie rozumiem, niż doświadczać na swojej skórze nieprzyjemnych spotkań. Bo siły te potrafią udowadniać że istnieją. Ja już od dawna wołam że wierzę w nie i wcale nie muszą mi niczego udowadniać. :) Zupełnie naprawdę absolutnie i wystarczy tego udowodniania. :)
      W jakiś sposób osiągnęłam kompromis.
      Serdeczności.

  7. anabell pisze:

    Nie miewałam takich zwid, ale słynę w rodzinie i wśród bliskich znajomych jako „jaszczurczy język”, co wcale mnie nie cieszy. Najczęściej nie pamiętam co palnęłam, ale inni to pamiętają i potem mi wypominają. Na ogół jestem bardzo mocno stojącą na ziemi osobą, ale ponoć mam silne biopole, o czym poinformował mnie pewien bioenergoterapeuta, który stwierdził, że z takim biopolem nie mam czego u niego szukać.
    A ja myślę , że to raczej zasługa tego, kto uczył mnie akupresury, a uczennicą byłam pilną i pojętną.
    Siedziałaś kiedyś w piramidzie? Tylko musi być dobrze wykonana i prawidłowo ustawiona względem stron świata a głowę musisz mieć na 2/3 jej wysokości.
    Miłego, ;)

    • elka pisze:

      Tak w piramidzie byłam siedziałam w niej. A ja dowiedziałam się od bioenergoterapeuty że mogłabym leczyć ludzi, na moje niechętne eee tam, wybiegł za mną i tłumaczył że powinna. Wzięłam jego słowa na poważnie i … to jest moje leczenie ludzi. Ten blog. W nim próbuję zrozumieć siebie, swoją wiedzę ukierunkować, uporządkować i tym co chcą co szukają, dać wędkę.
      Widzisz, czynisz podobnie na swoim blogu. Tylko poznać sposób na siebie samą by Twój własny system odpornościowy Ciebie nie atakował. Tak jak to jest i u mnie w reumatycznym zapaleniu stawów. Może dlatego że nie rozwijam tego potencjału leczniczego? No się zastanowiłam nad tym poważnie.
      Pozdrawiam serdecznie.

      • anabell pisze:

        A może to jest RZS, czyli choroba z autoagresji?Wybierz się do dobrego endokrynologa, przebadaj tarczycę, skontroluj pracę przytarczyc. W tych chorobach z autoagresji niemiłe jest to, że jedna „z autoagresji” przyciąga następną.
        I jakie miałaś odczucia w tej piramidzie?

        • elka pisze:

          Według tego co wiem tak to autoagresja, nawet alergia i cukrzyca a już na pewno tarczyca ich przyczyną jest autoagresja. To choroby układu autoimmunologicznego. Piszę o tym może za bardzo kolorowo :)
          http://elkiblog.pl/index.php/wedka-wyobraznia-i-powrot-do-zdrowia/
          A co do piramidy miałam tam przede wszystkim, duże otwarcie na przestrzeń w kosmos. A wiesz że Wiktor Zin prosił beduina przewodnika o pozostawienie go w Wielkiej Piramidzie samego? Został sam w ciemności przy wielkim sarkofagu. I to co wtedy poczuł go przeraziło. Uciekał, tak przerażony że z trudem dotarł do wyjścia. Pisze w swojej książce o tym. Piramidę można sobie też wyobrazić np jesteś wewnątrz piramidy przy wielkim sarkofagu (zdjęcia w necie) i wtedy też można poczuć to, o co chodziło budowniczym. Który to Grek opisywał o co chodziło z tymi piramidami, ten którego potem kapłani Egipscy po świecie ganiali za złamanie tajemnicy? Uciekło mi jego imię. Diodor Sycylijski? Opowiadał że to są stopnie rozwoju świadomości. Pierwsza uczestnictwo w mszach w procesjach oddawanie czci bogini Izydzie zawsze dziewicy z dzieciątkiem Ozyrys, następne stopnie to już piramidy. Ostatni to zamknięcie w „sarkofagu” tam była możliwość otworzenie od środka. Ktoś kto potrafił wytrzymać w takim zamknięciu, które otwierało wrota na wszechświat, potrafił wiele, bo panował nad sobą. Nasze zbudowane piramidy nie mają takiej mocy, ale spróbuj proszę wyobrazić sobie że jesteś w tej piramidzie. Dobrze się dzieje. :) Napisz o swoich doznaniach dobrze? Napiszesz a może już gdzieś pisałaś?
          Ja bardzo chętnie dowiem się jakie miałaś doświadczenia i wymienię je na swoje.

  8. ewa z mazur pisze:

    podobno osoby urodzone w moim znaku zodiaku są bardzo wrażliwe i wyczulone na dziwne zjawiska. jako dziecko widywałam różne rzeczy, potrafiłam widzieć coś poza, jak przez szybę. patrzyłam przez osobę, nie przesłaniała mi tego co za nią. a za nią nie było np. ściany, tylko….coś. nie było to nic niepokojącego, ale do dziś nie rozumiem co to miało znaczyć i co tak naprawdę widziałam. z wiekiem te umiejętności zniknęły i bardzo sie z tego cieszę, bo nie wiem czy jako dorosła osoba nie zaczęłabym wyciągać pochopnych wniosków. a, ze jestem panikara i z igły potrafię zrobić widły, to wolę stąpać mocno po ziemi i widzieć to, co inni widzą.

    • elka pisze:

      No i widzisz Ewuniu niezwykłą jesteś osobą. Przypominasz mi pewną kobietę która miała podobne do Twoich zdolności. Też widziała poza człowiekiem tak jakby materia nie istniała i widziała myśli ludzi. Zarzuciła te zdolności, chciała o nich zapomnieć. Ciężko zachorowała i …wróciła do nich rozwinęła i uczy innych.
      Gdyby można było jeszcze dostać jej książkę od lat nakład wyczerpany. Ta kobieta leczy kryształami one ją uleczyły i ona o nich opowiada innym.
      Soozie Holbeche „Moc kamieni szlachetnych i kryształów jak mogą zmienić twoje życie”. Może gdzieś się jeszcze dostanie? Warto byłoby poznać te proste sposoby ratowania życia. Bardzo warto. Serdeczności Ewuniu..

  9. Btj pisze:

    Czyta się przyjemnie.. Wpisy dają wiele do myślenia. Zdrowia!

  10. 4_dina pisze:

    Ja mysle ze wiekszosc ludzi ktorzy doswiadczaja roznych dziwnych zjawisk, poprostu z wiadomych przyczyn o tym nie mowi. Ja mialam sporo takich doswiadczen, ma to tez moja corka i mial moj ojciec. Podobno moja babcia, ze strony ojca przewidywala rozne zdarzenia. A ta druga babcia opowiadala rozne historie ktorych sma doswiadczyla. Mowi sie ze zwierzeta widza wiecej, ze wyczuwaja zjawiska paranormalne i jest to prawda, ale zwierzeta jak ludzie sa i nie wszystkie sa na te zjawiska wrazliwe, mialam kotke z ktora chodzilam na spacer jak z psem i jednego razu, pora juz raczej nocna zwiewalam do domu az sie za mna kurzylo, a ona dalej chciala kwiatki wachac. A to co spotkalo Cie w lesie, to powiedzmy, ze mialam podobna przygode i nie jestem w stanie tego w zaden racjonalny sposob wytlumaczyc i czasem wspominamy to sobie z synem, Moj maz kiedys smial sie ze mnie, ale jak kiedys poszedl do mojej babci po mleko to mu przeszlo. Bylo to zima i on poszedl po to mleko dla naszej corki. Mowilam mu zeby nie szedl po zmroku przez potok, ale on byl madrzejszy. Zabral ze soba nasza Aze. A trzeba tu powiedziec ze byl to mlody owczarek Podchalanski i ze ona niczego sie nie bala. Kiedy byl prawie w polowie drogi przez ten potok, to uslyszal za soba kroki. Rozejzal sie, ale w kolo jak okiem siegnac nie bylo nikogo, a wszystko bylo widac jak w dzien bo noc byla pogodna i ksiezyc swiecil. Gdy on sie zatrzymywal to kroki po chwili tez ustawaly i nie bylo to odbicie echa, bo kroki ktore slyszal nie szly w rytm jego wlasnych krokow. A pies postawil irokeza na grzbiecie i caly czas ocieral sie o jego lydke, ten jeden raz ona sie bala. Powiedzial ze jeszcze nigdy tak szybko nie wybiegl pod ta gore. Wrocil juz naokolo, a potem juz nigdy sie ze mnie nie smial.

    • elka pisze:

      Wiesz dużo ludzi się śmieje i nie wierzą nawet jeśli doświadczyli czy widzieli czy mają sny. Dlaczego? bo tak, bo nie wierzą i już. Nic tu nie pomoże żadne przekonywanie, myślą że są tylko ciałem niczym więcej. Smutne to i szkoda ale to i tak nie jest ważne, ważne że my wiemy iż istnieje świat którego nie widać jesteśmy przecież jego częścią, tak jak i tu.
      Dziękuję że się podzieliłaś dla mnie ważne.
      :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>