Jesienne inspiracje życiorysami mistrzów hinduskich, wsparcie dla ducha przeciw ciemności.:)

Czytam życiorysy i opowieści z biografii,  oglądam zdjęcia Mistrzów Jogi indyjskich i pomyślałam że może coś do Was doleci, coś z tych zdarzeń  z ich żyć i mocy jakimi dysponowali wesprze, wspomoże, w ciemne chmurne wieczory Listopadowe.
Drzewiej zbierano się w wiejskiej świetlicy, przy przędzeniu wełny, czesaniu lnu, jesiennych pracach kobiet i mężczyzn, śpiewano pieśni, opowiadano baśnie, wzmacniano poprzez nie cechy takie jak życzliwość, współczucie, odwaga. Ot choćby w takiej opowieści jak zdobycie żywej wody dla umierającej matki, wymagało to odwagi. Piękna to baśń, bardzo ją lubię.
Taka opowieść: idzie sobie biedaczyna i ma kromkę chleba, chce ją pożreć samotnie w lesie, nagle na drodze spotyka babuleńkę, staruszkę przygniecioną biedą do ziemi, prosi ona o kromkę chleba, wędrowiec oddaje swój chleb i chce iść dalej, gdy nagle staje przed nim bogini Matka i dziękując za dar, za życzliwość, za współczuje obdarza wędrowca hojnie. :))

Do baśni każdy ma dostęp, są w necie w książkach ale dostęp do prawdziwych życiorysów Mistrzów Hinduskich, to rzadkość, nie każdemu się chce ich szukać.

A więc dawno, dawno temu :)….
Zacznę  od opowieści którą bardzo lubię, oto czego uczył zwykłych ludzi Mistrz, który często wprowadzał w wielką konsternację policję, ponieważ zwykł chadzać nago: :)

„Lahiri Mahasaya (Mistrz niezwykły, lubię patrzeć na Jego zdjęcie, ci którzy mieli szczęście znać go osobiście i siedzieli w pokoju gdzie medytował i wiele osiągnęli bez dużego wysiłku),
więc:
Lahiri Mahasaya, miał bardzo sławnego przyjaciela w osobie swamiego (tytuł) Trailangi, o którym twierdzono że ma ponad trzysta lat. Obaj jogini często zasiadali razem do medytacji. Sława Trailangi była tak szeroka że rzadko który Hindus zaprzeczyłby prawdziwości opowieści o jego zdumiewających cudach. Tysiące ludzi a niektórzy jeszcze żyją widziało jak Trailanga unosił się nad Gangesem,  mógł długo siedzieć na powierzchni wody, lub przez długi czas pozostawać ukryty pod falami rzeki. W kąpielowych ghatach Benaresu pospolitym był widok jego nieruchomego ciała, wystawionego na rozpalonych kamiennych płytach na bezlitosne słońce Indii.
Jogin był wielki nie tylko duchem ale i fizycznie, ważył ponad trzysta funtów a że jadał bardzo rzadko, tym bardziej było to tajemnicze. Wielcy święci którzy pojmują świat jako ideę w Boskim Umyśle, mogą czynić z ciałem co zechcą (..)

Trailanga był zawsze całkowicie nagi. Znękana tym policja Benaresu doszła do wniosku że należy go traktować jak dziecko. Swami żyjący jak Adam w ogrodzie Edenu, był nieświadomy swej nagości. Policja natomiast była w pełni tego świadoma i bez ceremonii zamknęła go w areszcie. Wnet jednak wynikł nowy ambaras, ogromne ciało Trailangi ukazało się w swej zwykłej okazałości na dachu więzienia, cela jego pozostała zamknięta na klucz i nie wiadomo było jak się z niej wydostał. Jeszcze raz policja spełniła swój obowiązek, ale niebawem można było obserwować jak Trailanga beztrosko przechadza się po dachu. Zawarto pokój, swami nie chadzał po mieście a policjanci ślepli nagle w miejscach lubianych przez swamiego. :)

Sceptyk i Trilanga.
Wielki jogin  jadał od czasu do czasu, po tygodniach życia przerywał swój post garncem zsiadłego mleka, ofiarowanego przez kogoś z pobożnych ludzi. Pewien sceptyk postanowił raz dowieść że Trailanga jest szarlatanem. Postawił on przed swamim cerber mikstury okraszonej gaszonym wapnem. – Mistrzu – rzekł materialista z udanym szacunkiem – przyniosłem ci trochę zsiadłego mleka. Proszę napij się.
Trailanga bez wahania wypił wszytko do ostatniej kropli. W kilka chwil potem, winowajca padł na ziemię wijąc się  agonii. – Ratuj mnie swami – ratuj krzyczał, pali mnie! Daruj mi tę przewrotną próbę.
Wielki jogin przerwał zwykłe swe milczenie. Szyderco – rzekł – gdy podawałeś mi truciznę, nie rozumiałeś że moje życie jest wspólne z twoim. Gdyby nie moja pewność, że Bóg jest w moim żołądku, tak samo jak w każdym atomie, wapno by mnie zabiło. Teraz gdy rozumiesz znaczenie bumerangu, nie próbuj nigdy takich sztuczek z nikim. – Dobrze przeczyszczony grzesznik odszedł w niesławie.

Opowieść wuja autora:
Łaska Trailangi spłynęła kiedyś na mojego wuja. Pewnego razu wujek dostrzegł mistrza otoczonego pobożnym tłumem w Ghatcie W Benares. Zdołał się jakość docisnąć do samego Trailangi i dotknąć pokornie jego stóp. Wuj zdumiał się zauważywszy, że został uzdrowiony z bolesnej chronicznej choroby. (…)
Pewnego razu swami porzucając zwykłe swe milczenie wyraził publicznie swój szacunek dla Lahiri Mahasaya. Jeden z uczniów zaoponował: – Panie powiedział – dlaczego ty który jesteś swamim i mnichem ascetą, wyrażasz tyle szacunku człowiekowi będącemu głową rodziny?
– Synu mój – odrzekł Trailanga – Lahiri Mahasaya podobny jest do boskiego kocięcia, które pozostaje tam, gdzie go Matka Święta położyła. Wypełniając posłusznie obowiązki człowieka świeckiego, osiągnął on też doskonałe urzeczywistnienie siebie, dla którego ja wyrzekłem się nawet opaski biodrowej”.

Żyjąc tak jak żył wystawiając siebie na widok publiczny czego uczył ten wielki jogin zwykłych ludzi?
tego iż – „życie jogina nie zależy od tlenu, ani innych zwykłych warunków, lub środków ostrożności. Gdy znajdował się ponad wodą czy pod nią, lub był wystawiony na działanie ognistych promieni słońca, Mistrz dowodził  że żyje dzięki Boskiej Świadomości, śmierć nie mogła go tknąć.”

Paramahansa Yoganananda „Autobiografia Jogina”.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Książki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Jesienne inspiracje życiorysami mistrzów hinduskich, wsparcie dla ducha przeciw ciemności.:)

  1. Lidia pisze:

    Lubiłam kiedyś czytać baśnie. Pamiętam doskonale tę o żywej wodzie. Każda z nich zawiera jakieś przesłanie, czasem nadzieję.
    Na hinduskich mistrzach się nie wyznaję. Jakoś tak nie do końca to moja bajka – trudno mi to zresztą jakoś dokładnie wyrazić, dlaczego, ale poczytać można :)

  2. Olga Jawor pisze:

    I ja, tak jak Ti i Lidia lubiłam basnie. Co tam lubiłam! Nadal przecież lubie i czytuję. To często mądre, filozoficzne opowieści, gdzie pod warstwą baśniowa doszukac sie mozna ważnych przesłań i znaczen. Moją ulubioną jest baść o Parysadzie, która jest inną wersją baśni o żywej wodzie. Mysl, idea podobna w wielu narodach, bo my ludzie tak podobni i tego samego potrzebujący – odrodzenia, siły, wiary, czystych uczuć, przewagi dobra nad złem, systemie naczyń połączonych w świecie.
    Historie o Trailandze zawierają właściwie to samo. Ale trochę sie uchichrałam, czytajac o tym ogromnym, nagim meżczyźnie, któey ukazywał sie to tu, to tam, za nic mając normy społeczne, niby niepokorny ekshibicjonista. Wyobraziłam go sobie niczym wielkiego nagusieńkiego niemowlaka i stąd mój chichot!:-)) Zresztą śmiech ,to zdrowie – nieprawdaż?
    Eluś!Pozdrawiam Cię ciepło o poranku!♥

    • elka pisze:

      Oto, to, :) dlatego tak lubię tę opowieść o tym joginie. :) To mnie zawsze rozbawia, powoduje uśmiech. Tyle jest dookoła śmiertelnej ponurości, więc wszystko co wywołuje uśmiech jest cenne. :)
      Chodzi oto też, by umieć korzystać i baśni i biografii które są dla nas dostępne, o to korzystanie chodzi.
      Dzięki Oluniu ♥ za ten komentarz tak mało jest ludzi którzy korzystają z wyobraźni.
      Serdecznie Cię przytulam wraz z sikorkami zza okna wydziobujących słonecznik, bardzo zawzięcie. :)

  3. errata pisze:

    Dobrze jest przypomnieć sobie wszystkie te, czytywane nam przez ojca w dzieciństwie, baśnie. Jak się okazuje, mają one w sobie ponadczasowe przesłanie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>