Koan. Kobieta domowa a rozwój duchowy nie idą w parze.

Koan -uczeń otrzymuje od mistrza koan czyli zadanie zen. Zadanie to ma obudzić w uczniu żywioł zen, przygotowując go do przebiciu ku własnej naturze. „Jak brzmi dźwięk jednej klaszczącej dłoni”, „Kim jestem”.
Kobieta domowa – zajmuje się domem, dziećmi, mężem. Współczesna kobieta domowa pracuje, dzieląc siebie na pracę mniej lub bardziej lubianą i dom wraz z wszystkimi obowiązkami.
Rozwój duchowy. – „Podejście teologiczne podkreśla nadnaturalną istotę duchowości i zaleca połączenie z pewnym bytem (..) podejście filozoficzne koncentruje się na dochodzeniach na temat natury „ducha” jako podłoża duchowości, podejście psychologiczne akcentuje jej subiektywny charakter.  (…) Wikipedia.

Droga którą podążamy:
W moim rozumieniu droga jaką człowiek a więc i kobieta domowa podążą, jest drogą ewoluowania świadomości. Z bardzo prostej do bardzo złożonej a więc wymaga czasu.
Czas ten znajdujemy na planie fizycznym, przechodzą metamorfozy od poczwarki do motyla. Rozwój wymaga wysiłku wymaga pracy, ciężkiej pracy.
Jest bólem jest cierpieniem.
Kobiety i mężczyźni: Na planie fizycznym
rodzimy się, zajmujemy się  zdobywaniem dóbr materialnych, rodzeniem dzieci, wychowywaniem, pracą domową z codziennym rytuałem sprzątania – pranie, prasowanie, gotowanie, pracą poza domem, dorastaniem dzieci ich problemami. Potrzeby duchowe, zastępuje kobieta domowa, chodzeniem do kościoła, uwielbieniem dla mężczyzny księdza, czy papieża. Inne kobiety – my w mniemaniu swoim na wyższym poziomie rozwoju,  zastępujemy kościół książką, często lekką jak kryminał np. chodzimy do kina, teatru, podróżując czasem a wreszcie i my i one  umieramy nie zauważając siebie.
Tyle bardzo krótko o planie materialnym dodam jeszcze jeszcze że TU Na planie fizycznym  spotykamy przeciwieństwa  to dzięki nim następuje rozwój świadomości.

Plan duchowy – co tam robimy? Co tam znajdziemy? Zależy od tego czego tu szukaliśmy jakie były nasze potrzeby i co chcielibyśmy robić tam. W TAM większość z nas nie wierzy,  nawet jeśli dotykamy tego planu w niecodziennych doświadczeniach naszych własnych, lub cudzych. TAM jest tak jakby był ciągle świąteczny dzień. Podobnie myślący, czujący o podobnej wrażliwości, przemyśleniach doświadczeniach w TAM się spotykają. Radość ze spotkania, przeżywanie i ..ciągle te same twarze, opowieści doznania. I dlatego nie przeczytałam Nieba W Boskiej komedii Dantego,  było potwornie nudne. :) Więc – wracamy na plan fizyczny, po kolejną porcję doświadczeń. Dodawać już zapewne nie trzeba że TAM spotykamy podobieństwa.

Rozwój duszy.”Twarz którą miałaś przed swoim urodzeniem”.
Niemcy od dawna mówią o „duszy” Dla współczesnego człowieka to słowo zbędne, wprost archaiczne. „W swej istocie dusza nie ma nic wspólnego z konkretnym momentem zwykłego ludzkiego życia, jak data urodzenia, czy miejsce zamieszkania, wykonywany zawód. Dusza wędruje w przez czas, drogą losu w tchnieniu wieczności – Keiji Niahitani emerytowany profesor zwyczajny Wydziału Filozofii Uniwersytetu w Kioto.

Karuzela życia – tam umieramy, tu się rodzimy, tu umieramy, tam się rodzimy, wieczny taniec Sziwy twórcy i niszczyciela.

Pytanie brzmi czy kobieta domowa ma szansę na szybki rozwój duchowy?
Czy musimy trwać w kolejnych powolnych zmianach świadomości, w kolejnych formach przeżywając cierpienie ból rozwoju świadomości? Czy rozwój taki, jest zagwarantowany tylko dla mężczyzn z racji tego że mają czas, więcej czasu w codziennym dniu,  :lol: –  jeśli tylko nie tracą go  z pilotem w jednym ręku z piwem w drugim. Lub naciskając przycisk by odpalić rakietę, która zabije więcej i więcej istnień, przenosząc ich szybko na plan duchowy.

„Bardzo osobista relacja kobiety z kilkuletniego pobytu w jednym z japońskich klasztorów zen. Wspaniałe misterium powstawania w niej samej zupełnie innego człowieka”.

A pozycja zen

http://mahajana.net/teksty/osogen_zazen/zazen_osogen.html

Praca – wysiłek często ponad siły.
„Moim zadaniem było siąść na piętach z podkurczonymi nogami, tułów wyprostowany, kręgosłup w pozycji pionowej, ręce spoczywające na brzuchu, stykając się koniuszkami kciuków, wzrok skupiony na podłodze w punkcie odległym mniej więcej o metr i w tej nieruchomej pozycji oddychać. Miałam się skoncentrować wyłącznie na oddychaniu, na rytmie wdechów i wydechów i to była wlaśnie najważniejsza część ćwiczenia. Otrzymałam tylko jeszcze jedną dodatkową wskazówkę że powinnam oddychać z samego dna brzucha”.

Napisała to kobieta która otrzymała pozwolenie na ćwiczenie zen w japońskiej świątyni:
„Jak się tam dostałam? Odpowiedź jest prozaiczna. Wrota świątyni Shokokuji otworzył mi list polecający profesora Tsujimury z wydziału filozofii uniwersytetu w Kioto skierowany do przełożonego tej świątyni.
Cierpienie:
„Przez następne tygodnie kontynuowaliśmy coniedzielne ćwiczenia z wolna przemogłam silne bóle w nogach i cierpnięcie stóp i z wolna też na mocy świadomego impulsu z zewnątrz oddychanie stało się dla mnie pasjonującą walką. Nie udało mi się przy tym złączyć w jedno z oddechem Przeważnie była to walka o to, by się skoncentrować. Moja jaźń buntowała się przeciw temu za pomocą myśli i żądań, uniemożliwiająca mi oderwanie się od siebie.

„Siedzieć” oznacza w Japonii siedzieć w pewien właściwy sposób a mianowicie mówiąc dokładniej „znajdować się w stanie siedzenia”. Wdechy i wydechy następują po sobie falami jak przypływ i odpływ morza. Wewnętrzny związek nigdy nie ulega zerwaniu. (..) Nie wystarczy wiedzieć że się żyje, trzeba tego doświadczyć. Im bardziej jest nasz bezpośredni związek z samym sobą tym intensywniej żyjemy.

Osiągnięcia:
Widzenie tak jak i słyszenie, staje się o wiele lepsze, bardziej naładowane energią, kiedy się koncentrujemy. Równocześnie i jedno i drugie staje się o wiele bardziej zróżnicowane, bardziej świadome. Następstwa uszkodzeń narządów wzroku i słuchu można zniwelować albo przynajmniej złagodzić poprzez koncentrację. Medytacja to sztuka zanurzania się. (..) Medytujemy. Szeroko otwiera się w nas świadomość.

Bezustannie gnębiło mnie pytanie:  „Skąd się bierze oddech? Wskazówki dostarczyło mi pewne wydarzenie. Kiedy podczas zazen klęczałam w szeregu czekających z pokoju mistrza dobiegł rozdzierający ciszę krzyk, którego potęga i moc sprawiły że zadrżałam. Był jak grom jak żywioł. Ten krzyk zaczął mnie prześladować.
Starałam się w samotności osiągnąć taką koncentrację aby wydobyć z siebie ten krzyk. Krzyczałam raz po raz. Wtedy przyszło olśnienie: Poza wolą i myśleniem, poza czuciem i odczuwaniem drzemie pierwotna siła. Tkwi ona także w tobie, jest taka jaka jest, bez początku i końca, niezmienna, bezosobowa. Stopić się z nią w jedno to właśnie jest zen.
Zupełnie niespodziewanie w trakcie jakieś wykonywanej właśnie pracy błysnęła mi myśl „Moc z której bierze się mój oddech, jest tak bezosobowa jak powietrze które wdycham. Ja jestem tylko kształtem przez który przepływa oddech pozwalając mi żyć jako osobie ludzkiej”.

Mistrz i jego oddziaływanie:
(..) kiedy się skłoniłam , zobaczyłam jego oczy skierowane w moją stronę. wzdrygnęłam się głęboko zmieszana. Czy ta wyprostowana postać siedząca pod ścianą, nieruchoma, spoglądająca na nas otulona spokojem to żywy człowiek czy może posag Buddy? Od tego spokoju płynął w naszą stronę strumień potęgi i mocy, mocy która była spokojem, spokoju który był mocą. Nigdy jeszcze nie zetknęłam się z taką potęgą spokoju w człowieku.  Poczułam się onieśmielona (..) Patrzyłam na niego gdy mówił, stało się ze mną coś, czego nie doznałam w obecności żadnego innego człowieka – poczułam się mianowicie zupełnie wolna, otwarta. Popadłam w  stan jakiegoś wewnętrznego zawieszenia w przestrzeni. Nic mi już nie ciążyło odeszło ode mnie też onieśmielenie. Doświadczyłam uczucia całkowitej swobody, uwolnienia w sferach ducha w których nigdy dotąd takiego uczucia nie zaznałam. Równocześnie poczułam się wstawiona w siebie, w jakąś wewnętrzną pewność która otworzyła się przede mną, niby nie znany dotąd pokój. Mówiąc do mnie Mistrz był w wielkim oddaleniu, które nie oznaczało odtrącenia a zarazem w wielkiej bliskości, która nie była przyciąganiem. (…) Już nie miałam wątpliwości ze taka Moc ma prawo błogosławić”.

Lies Groening „Bezdźwięczny głos jednej klaszczącej dłoni”.

A siedzenie postawa-na-stoleczku

http://medytacja.waw.pl/2012/12/jak-medytaowac.html

Dodam jeszcze że  w starych kolegiatach świątyniach wczesnego chrześcijaństwa była możliwość medytacji. Chcący medytować siadał w pierwszej ławce przed sobą miał prostokąt podzielony na cztery części. Siedząc na ławce wpatrywał się w połączenie linii na jego środku. Patrz choćby Tum pod Łęczycą stara kolegiata.


Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Książki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

38 odpowiedzi na „Koan. Kobieta domowa a rozwój duchowy nie idą w parze.

  1. Hana pisze:

    Jezdem, przeczytałam i nie wiem jak żyć?

  2. Jasna8 pisze:

    Mój światopogląd jest trochę inny,
    ale z ciekawością czytam co piszesz :-)
    Dobrze jest wiedzieć więcej :-)

  3. Olga Jawor pisze:

    Kobieta domowa, zalatana, w pragmatyzm codzienny chcąc nie chcąc zaprzągnięta, wieloczynnosciowa i wieloetatowa…Czy wolna w tym, czy spełniona? A może pełna goryczy i żalu, ze chciałaby czegos innego, a nie potrafi, a wpadła w takie tory i juz do końca nimi tylko będzie podążać? Czy obywa sie namiastkami (seriale, kościół, kolorowe czasopisma itp.). Czy jednak potrafi więcej i chce czegoś więcej? Od razu skojarzyłam temat Twego posta Elu z ksiazką „Noce i dnie”. Ileż sie ta Barbara Niechcic próbowała doszukać sensu w swej codziennosci. Raz go znajdowała w kazdym drobiazgu. Innym razem ulatywał niepoznany. Czasami dopiero po latach, zyskując dystans, widziała jasno, że nie marnowała czasu, ze rzeźbiła siebie cały ten czas. Bo najwazniejszy, moim zdaniem, jest ten namysł, nieustanna refleksja, pogłębianie swego ducha i filozofii. Nie mozemy stać sie automatami, przeżartymi rutyną i bezmózgowiem. Trzeba myslec i zagłebiać sie w siebie nawet podczas szorowania garnków i obierania marchewki. To jest mozliwe! I co wiecej – uwazam, iz w niczym nie jest to gorsze od medytacji w klasztorze buddyjskim. Można dopracować sie w sobie takiego rodzaju skupienia, takiego specyficznego przezywania rzeczywistości, że to w nas jest cały świat. I nic go nie jest w stanie zaburzyć ani zawłaszczyć.
    (Czeka mnie w tym tygodniu ogromna, katorżnicza wręcz praca z przewracaniem siana, zwożeniem go i ładowaniem na strych.Oboje z męzem mamy do obrobienia prawie hektar łąki. Już drżę na tę mysl,a jednoczesnie wiem, ze to mnie tez w jakims stopniu wzbogaci. Dołozy cegiełkę do mego ja oraz mnóstwo odcisków na dłoniach!W takich monotonnych czynnościach jest mnóśtwo czasu na myslenie i łaczenie sie z Absolutem!Oby tylko nie padało, bo nam siano zgnije…)
    Pozdrawiam Cię ciepło Elu!:-))*

    • elka pisze:

      Tak, też znajduję – próbuję, złapać koncentrację w codziennych obowiązkach. Ale to coś więcej, to musi być oprócz silnego skupienia, jednocześnie rozluźnienie. Kiedyś w czasie dnia udawało mi się wygospodarować pół godziny na medytację, teraz skupiam się na oddechu, tylko najczęściej włącza się myślenie, wewnętrzny dialog. W tych klasztorach właśnie tego próbują się pozbyć. W codziennym dniu trzeba pilnować siebie by nie zakręcić się w kołowrocie obowiązków, myślenia, potrzeby więcej i więcej, aż stanie się to wszystko, w tym materialnym świecie, punktem odniesienia.
      Nie cierpiałam sianokosów mogłam pomagać dziadkom w żniwach, ale sianokosy zawsze mnie kosztowały wiele bólu, bardzo dobrze Cię rozumiem.
      Nadchodzi jesień i zima, czas dla siebie więcej czasu dla siebie, byleby tego nie zmarnować. :) I ja Ciebie serdecznie pozdrawiam Olu.

  4. iwand71 pisze:

    Odkąd zaczęłam ćwiczyć jogę, co prawda raz w tygodniu i to nie zawsze, prawdopodobnie dzięki nowo nabytej umiejętności ćwiczenia oddechu, stałam się bardziej spokojna, zrelaksowana, a przez to pogodna. Kobieta domowa, jeśli wciąż gdzieś we mnie siedzi, ujawnia się tylko na parę chwil dziennie, a czasami sobie po prostu odpuszcza codzienny rygor, w końcu od paru plam na podłodze jeszcze nikt nie umarł.

  5. iwand71 pisze:

    Sorry Elu, ale coś mi nie pozwala opublikować komentarza.
    Odkąd zaczęłam ćwiczyć jogę, co prawda raz w tygodniu i to nie zawsze, prawdopodobnie dzięki nowo nabytej umiejętności ćwiczenia oddechu, stałam się bardziej spokojna, zrelaksowana, a przez to pogodna. Kobieta domowa, jeśli wciąż gdzieś we mnie siedzi, ujawnia się tylko na parę chwil dziennie, a czasami sobie po prostu odpuszcza codzienny rygor, w końcu od paru plam na podłodze jeszcze nikt nie umarł.

  6. ewa z mazur pisze:

    nie ma we mnie kobiety domowej. całe życie się przeciwko niej buntowałam. no, prawie 20 lat. i wiem, że nic nie muszę, ale ja myślę po europejsku. nie ma też we mnie nawet śladu pierwiastka wschodniego. obce mi medytacje… mam swoje, stworzone na własne potrzeby mantry i wyciszenia. czasem mi pomagają, czasem nie.
    duchowo rozwinęłam się na tyle, że więcej nie chcę. a zresztą, co to znaczy duchowo?
    mózg? coś pokrewnego?
    a po tamtej stronie….mam swoją teorię na ten zbiór różnych energii.

    • elka pisze:

      Ciekawe to powiedziałaś – zbiór różnych energii. Wiesz to mi się bardzo podoba. Bo tak jest, według mnie. Jedne bardziej uporządkowane inne chaotyczne ……
      a wszystkie mają wiele do dania i dużo do stracenia. :) Największą siłą jeśli pozwolisz coś podpowiedzieć, największą siłą jest oddech. Według mojego doświadczenia on łączy ciało i ducha.

  7. Antoni Relski pisze:

    Przeczytałem bo czytam wszystko co pozwoli zrozumieć kobietę
    Chociaż mówią że kobietę trzeba kochać i absolutnie nie starać się zrozumieć
    Pozdrawiam

  8. Zbyszek pisze:

    Wyciszenie duchowe jest bardzo ważne i pomaga w wielu sprawach. Ja uczę się, uczę… A u Ciebie jak zawsze wiele ważnych informacji. Pozdrawiam :)

  9. A ja ćwiczę oddech na zajęciach chóru. Żeby żyć, żyć naprawdę, trzeba mieć pasję, swój azyl, enklawę wśród szumu tego świata, oazę w szarej codzienności. Nie można żyć tylko obowiązkami i codzienną powinnością. Nie można żyć tylko dla innych. Trzeba zachować cząstkę siebie – dla siebie. Temu właśnie służą m.in. medytacje – czas tylko dla siebie, oderwanie się od problemów tego świata, odlot. Dla mnie czymś takim jest chór, pisanie, podróże, lektura i może jeszcze coś, ale o tym sza!
    Pozdrawiam

    • elka pisze:

      Ale o tym sza :). No dobra to sza. :)
      Tak trzeba bardzo się z Tobą zgadzam nie można żyć tylko dla innych.
      Medytacja koncentracja zmienia poszerza horyzonty. Serdecznie pozdrawiam.

  10. margo pisze:

    Kobieta musi podołać wielu rolom, a jej życie to sztuka o wielu tematach. Czasem zapomina kwestii, innym razem występuje w nieodpowiednim momencie, albo zgubi swój kostium i jak wszyscy potrzebuje chwil wytchnienia. Każdy to robi na swój sposób, a kobiety mają niespotykaną cechę „odradzania” się i to właśnie w naszym rodzie żeńskim podziwiam. Pozdrawiam serdecznie

    • elka pisze:

      Gdzieś zdobywamy energię od nowa by działać by być by służyć czasu dla siebie nie ma. Cieplutko pozdrawiam Margo.

  11. abigail pisze:

    Dziękuję za ten post Elu :)
    „Nie wystarczy wiedzieć że się żyje, trzeba tego doświadczyć.”

    Nieustannie zasypiam podczas zazen…

    • elka pisze:

      I masz o to do siebie pretensje to tak jak ja. Ale gdy wywalczę sama z sobą to dopiero jestem szczęśliwa, :) szkoda ze tak rzadko mi się to udaje :(.

  12. Lidia pisze:

    W teorii to wszystko tak pięknie wygląda, a w praktyce można dostać kociokwiku. Tyle tego jest. Czego się trzymać? Pewnie zdrowego rozsądku.

  13. ktomasz999 pisze:

    Nie ‚czuję’ filozofii Dalekiego Wschodu. Pewnie jednak jestem zatęchłym Europejczykiem. Niestety filozofia chrześcijańska nie wystarcza.
    Więc tak sobie pływam w poszukiwaniu….
    Pozdrawiam.

  14. Ako pisze:

    Filozofia Dalekiego Wschodu jest dzis bardzo modna, wręcz kultowa :) Nie utożsamiam się z nia i jej nie ulegam, choc niektóre elementy chętnie zapozyczam, dostosowuję do swoich potrzeb. Mam swoją własną droge do duchowości. żyje ze soba i z otaczającym mnie swiatem w głębokiej harmonii. Zaangazowanie w jakąs jedną filozofię, bardzo mnie ogranicza. Stawiam na „czucie”. I podążam w tym kierunku. Wykazuje pewną dwoistość natury:) Potrzebuję „domowej kobiety” we mnie od czasu do czasu, dla równowagi. W najprostszych czynnościach jest głęboki sens. U ciebie na blogu zawsze coś ciekawego.

    • elka pisze:

      Też zapożyczam i dostosowuję, tym samym wychodzi raczej kiepsko mi.
      Chyba najbardziej odpowiada mi fizyka kwantowa, usiłuje ćwiczyć dwupunkt dr Bartletta i nie rezygnuję, na pewno się kiedyś nauczę. :) Cieszę się jest ciekawie. :)

  15. kocica pisze:

    Elu czy szukasz wiatru w polu? Nie byłam inna :) Szukałam co piszczy w …
    Coś tam dawno temu sobie wyniuchałam, ale nigdy nie starałam się tego kontemplować, ani udowadniać na siłę, traktowałam to zawsze pół żartem, pół serio. Bo tego nie da się ogarnąć rozumem, to się czuje albo nie. Pracę nad tym co piszczy w ? naturalnie udało mi się zakończyć. Natura mi sprzyja.

    Czy mężczyznom łatwiej znaleźć wiatr w polu? Może, bo wiatr to rodzaj męskiJ

    Kobietom za to raczej łatwiej zbliżyc się do matki natury. Matka natura jest rodzaju żeńskiego.

    My kobiety zazdrościmy mężczyzną tego, a mężczyźni nam tamtego:)

    Jedni w wakacje łapią wiatr w żagle na wodzie, inni ładują akumulatory wspinając po górach, a inni zwiedzają, poznają inne kultury, a jeszcze inni jadą tylko aby się wybawić, zaszaleć – czyli uprawiają typowy konsumpcjonizm. Dzięki temu swiat się kręci i wszyscy korzystają.
    Jednostki odnajdują wspólnotę duchową pod jednym dachem w klasztorze (tez są takie wczasy), czy na wspólnych innych medytacjach(też są takie wczasy).
    Każdy na swój sposób usiłuje przełamywać swoją rutyną w wakacje i odświeżyć umysł – przewietrzyć mózg, nabrać innego powietrza w nozdrza i płuca.
    DZIĘKI GLOBALIZACJI I NOWYM TECHNOLOGIOM ŚWIAT DUCHOWY SIĘ NAM SKOMPLIKOWAŁ.
    Nauczona doświadczeniem wiem, że mi najprościej szukać odpowiedzi blisko, a nie daleko.
    Dlatego lubię poczuć swoje korzenie, a moje korzenie znajduję w religii w której zostałam wychowana, kulturze, mitach, legendach, baśniach i otaczającej mnie przyrodzie.

    Pisałam w zeszłym roku , że Kotliną Kłodzka jest pod skrzydłami łagodnej opiekuńczej i mądrej kobiety – Marianny.
    W tym roku nadmienię, iż Kotlina Jeleniogórska jest pod władaniem nieokrzesanego Ducha Gór.

    Lubię bywać tu i tu. Lubię wspinać się tu i tu.

    Gdy jestem w Karkonoszach niestety często czuję na okrągło jego władcę – Ducha Gór – bo nie mieszkam w Gołębiewskim(Karpacz) czy Lesie(Szklarska), lecz wyżej i wyżej w dzikiej głuszy. Nie lubię w dzikiej głuszy przebywać sama – dziwnie się tam czuję. Nie jestem strachliwa – tam jestem.
    Karkonoski władca jest tajemniczy, nieodgadniony, nieprzewidywalny – jak duchowość – jak wiatr. Duch Gór jest obecny w literaturze, lecz za mało rozreklamowana jest jego ciekawa, bo efemeryczna osobowość. Za mało jest u nas znany. Dostrzegam juz ogromny postęp przełamywania barier i niechęci – dawnych historycznych zaszłości. W końcu jestem pierwszym pokoleniem, które się wychowało i ukorzeniło się na tych ziemiach.
    Ludzie ładują akumulatory na urlopie w górach konsumpcyjnie, zabawowo, i wyczynowo – wspinając się. Super. Ale kiedy naturalnie 15.08. schodzą prosto z gór do kościoła – to dla mnie jest to dyscyplina duchowa. Podziwiam takie osoby. Kiedy turyści chcą poznać legendy i baśnie okolic w których przebywają – to jest coś bardzo sympatycznego.
    Myślę, że duchowość się czuje, ale nigdy się jej nie odkrywa, bo to tajemnica. Duchowość jest nieodgadniona, nieprzewidywalna jak wiatr dlatego jest tajemnicza.
    Elu pozwolisz, że pomogę ci później szukać wiatru może nie w polu, ale w górach i dołożę krótkie filmy edukacyjne o Duchu Gór – może cię zaciekawią lub w inny sposób zainspirują

  16. kocica pisze:

    Proszę bardzo
    Tu znajdują się legendy
    http://youtu.be/J-JJxA0JToI
    Lecz zabrakło mi choćby wspomnienia o Księgi Ducha Gór Carla Hauptmanna
    Dlatego dodaję ten turystyczny lajtowy film.
    http://youtu.be/KYOGqY9MEWA
    Poetycko o Duchu Gór
    http://youtu.be/q3gMYyPwyBw
    Na koniec jedna z wielu miejscowych ciekawostek
    http://youtu.be/9k782-edMnk
    Pa

    • elka pisze:

      Dziękuję Kocico i za legendy i za filmy i za Twój głos odmienny ale ważny.
      Duchowość się czuje bo jesteśmy duchowi, nie ma materii jako takiej, od dawna o tym mówię. W legendach bywa ziarenko piasku, czasem cały worek się znajdzie.
      :)
      Jesteśmy nawykowi cośmy się nauczyli, lub co nas nauczono a sami nie mamy w sobie siły i ochoty by się zmienić, tak czynimy. Przez wieki czciliśmy święte gaje i źródła i jeszcze w dziewiętnastym wieku tu i ówdzie zachowały się te tradycje, wiara przodków nasze korzenie pogardzane, zapomniane, odcięte od serca, więc schodzenie o 15.08 do kościoła, jest nawykowe i będą tak schodzić jeszcze przez wieki, nawet wtedy gdy cały naród przestanie chodzić do kościoła.
      Dzięki Kocico za Twój głos. Pozdrawiam ciepło. :)

  17. kocica pisze:

    Ela, myślałam iż piszę jak najbardziej na temat :)
    Myślę, ze piszę na temat w każdym temacie :) Nowych też:)
    Cieszę się, bo u ciebie film edukacyjny o Duchu Gór obejrzało sporo osób.
    Wcześniej tylko 50 i w tym kilka razy ja:)
    Starałam się pisać ogólnie o wrażliwości.
    Kiedyś nazywano to duchowością.
    Co obecnie się dzieje z wrażliwością tubylców nowych komunikatorów? (to naukowe określenia – nie moje)
    Co obecnie dzieje się z emigrantami, którzy uciekają w świat cyfrowy?
    Tubylcy nowych komunikatorów, emigranci -to naukowe określenia – nie moje.
    Tubylcy to młodzież która wyrosła w nowej epoce, emigranci to ludzie tacy jak my?
    Co w przyszłości stanie się z wrażliwością tubylców wychowanych na nowych komunikatorach? Jaki klimat zapanuje jeśli zabraknie właściwego przewodnika duchowego?

    Nieudolnie usiłowałam porównać obecny stan ducha panujący dzięki rozwojowi cywilizacji do ostrego, zimnego i zmiennego klimatu panującego w górach – Duch Gór. Co nam przyniesie przyszłość?
    Mam mętlik w głowie, bo czytam że dzieciaki są bystrzejsze dzięki cyfryzacji, a jednak z drugiej strony naukowcy dostrzegają niebezpieczeństwo tej nowej ery.
    Ela proszę oglądnij ten edukacyjny 9 min. film do końca. Usiłuję dla ciebie szukać krótkich i treściwych edukacyjnych filmów.
    Właściwie można pominąć środek. Dla mnie interesujący były początkowe i końcowe
    Ela, myślałam iż piszę jak najbardziej na tematJ
    Cieszę się, bo u ciebie film edukacyjny o Duchu Gór obejrzało sporo osób.
    Wcześniej tylko 50 i w tym kilka razy ja:)
    Starałam się pisać ogólnie o wrażliwości.
    Kiedyś nazywano to duchowością.
    Co obecnie się dzieje z wrażliwością tubylców nowych komunikatorów? (to naukowe określenia – nie moje)
    Co obecnie dzieje się z emigrantami, którzy uciekają w świat cyfrowy?
    Tubylcy nowych komunikatorów, emigranci -to naukowe określenia – nie moje.
    Tubylcy to młodzież która wyrosła w nowej epoce, emigranci to ludzie tacy jak my?
    Co w przyszłości stanie się z wrażliwością tubylców wychowanych na nowych komunikatorach? Jaki klimat zapanuje jeśli zabraknie właściwego przewodnika duchowego?

    Nieudolnie usiłowałam porównać obecny stan ducha panujący dzięki rozwojowi cywilizacji do ostrego, zimnego i zmiennego klimatu panującego w górach – Duch Gór. Co nam przyniesie przyszłość?
    Mam mętlik w głowie, bo czytam że dzieciaki są bystrzejsze dzięki cyfryzacji, a jednak z drugiej strony naukowcy dostrzegają niebezpieczeństwo tej nowej ery.
    Ela proszę oglądnij ten edukacyjny 9 min. film do końca. Usiłuję dla ciebie szukać krótkich i treściwych edukacyjnych filmów.
    Właściwie można pominąć środek. Dla mnie interesujący były początkowe i końcowe
    Ela, myślałam iż piszę jak najbardziej na tematJ
    Cieszę się, bo u ciebie film edukacyjny o Duchu Gór obejrzało sporo osób.
    Wcześniej tylko 50 i w tym kilka razy ja:)
    Starałam się pisać ogólnie o wrażliwości.
    Kiedyś nazywano to duchowością.
    Co obecnie się dzieje z wrażliwością tubylców nowych komunikatorów? (to naukowe określenia – nie moje)
    Co obecnie dzieje się z emigrantami, którzy uciekają w świat cyfrowy?
    Tubylcy nowych komunikatorów, emigranci -to naukowe określenia – nie moje.
    Tubylcy to młodzież która wyrosła w nowej epoce, emigranci to ludzie tacy jak my?
    Co w przyszłości stanie się z wrażliwością tubylców wychowanych na nowych komunikatorach? Jaki klimat zapanuje jeśli zabraknie właściwego przewodnika duchowego?

    Nieudolnie usiłowałam porównać obecny stan ducha panujący dzięki rozwojowi cywilizacji do ostrego, zimnego i zmiennego klimatu panującego w górach – Duch Gór. Co nam przyniesie przyszłość?
    Mam mętlik w głowie, bo czytam że dzieciaki są bystrzejsze dzięki cyfryzacji, a jednak z drugiej strony naukowcy dostrzegają niebezpieczeństwo tej nowej ery.
    Ela proszę oglądnij ten edukacyjny 9 min. film do końca. Usiłuję dla ciebie szukać krótkich i treściwych edukacyjnych filmów.
    Właściwie można pominąć środek. Dla mnie interesujący były początkowe i końcowe
    http://youtu.be/9YKTy05Gkhc
    P

  18. kocica pisze:

    Ela dlaczego moje komunikowanie się po-2? Nie po-3 ? :)
    Dzivy:)

    • elka pisze:

      Nie wiem dlaczego. :)
      Wrażliwości mało a właściwy przewodnik duchowy to taki który jest wrażliwy.
      Czy Duch Gór jest wrażliwy? Czy Duch Puszczy jest wrażliwy? Czy Natura jest wrażliwa? Czy to są nasi przewodnicy duchowi? Może empatia bardziej jest tu potrzebna, czyli wyższy stopień wrażliwości i duchowości?

  19. kocica pisze:

    Jestem Bogiem w swoim ciele pomyślało ciele, a gdy się uszlachetniło wzięło wdech i ożyło, aż patrzeć miło. Bo to sztuka jest nie byle jak przemienić w człowieka bydlaka.
    R. Nacht

    Ela, nie o tym chciałam. Przyszłam aby pokazać coś – co na pewno ciebie zainteresuje. Może już zainteresowało? Znam od bardzo dawna Janusza Z. Znam pasje Janusza od czasów studenckich, zawsze doceniałam jego zmysł organizacyjny oraz to, że nie uległ naciskom i zawsze wbrew wszystkiemu (żonie też) podążał za swoim marzeniami – robi to co chce i to mu obecnie wychodzi.
    Szczerze – wczoraj po raz pierwszy zajrzałam do N TV – choć wiem o niej od dawna.
    Może znasz już „Ukryte terapie”, albo nie? Książki nie mam, ale znajoma zachwycona jej zdaniem rzetelną kompleksową wiedzą zebraną w książce namawia mnie do jej kupienia. Usiłowała mi wytłumaczyć, że przewlekłe choroby są uleczalne. Wiem, że każdą tezą można udowodnić, ale tez wiem że czasem działa coś wbrew obecnej wiedzy – może inaczej – wiedzy nam wpajanej przez firmy farmaceutyczne. Absolutnie nie przekonana wywodami znajomej obejrzałam wywiad z autorem „Ukryte terapie” na NTV i stwierdziłam – ty lepiej ocenisz treść książki – nie mam wiedzy, a Janusza znam:)

    • elka pisze:

      Nie znam Janusza Z, Kocico a książki nie będę kupować, mam swoje, którymi jestem zachwycona, „Matryca energetyczna” bardzo polecam. :)

  20. kocica pisze:

    Chcesz go poznać ? Mogę zorganizować spotkanie:)
    Ela dzięki, może kiedyś indziej obecnie jestem na etapie książki „Ukryte terapie” w sensie zapoznania się z autorem. Z Januszem nie muszę :) Przemyślę, przetrawię informacje i może kiedyś ją zamówię – nie pytając Janusza o zdanie:) Janusz sympatyczny jest, zapowiadał się na dobrego naukowca, ale patrzył inaczej i zrezygnował z kariery na uczelni. Widuje go raz do roku – więc z tym spotkaniem – przesadzam.
    Ela wspomniałaś o metodzie dwupunktowej więc z ciekawości w sensie poznawczym nie omieszkałam zapoznać się pobieżnie z tematem – wiesz co Ela – na filmie śpiewały kosy w pięknym parku, który otacza jeden z moich ulubionych pałaców Kotliny Jeleniogórskiej, i tylko dlatego obejrzałam film do końca . Lecz niewykluczone jest, że kiedyś zgłębię metodę dogłębnie:)
    Obecnie po natłoku informacji potrzebuję naturalnie oderwać się od tego typu rewelacji i tego typu TV.
    Pa, pa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>