Książki. Autorzy i tlumacze. Saga Beowulf o bohaterze który pokonał potwora Grendla.

W znanym serialu „Kości”, główni bohaterowie, postanowili posprzątać w domu, on wyrzucić chciał jej książki bo za dużo i są wszędzie, ona jego „zabawki”. Rozmawiali dyskutowali, wreszcie ona dojrzała do wyrzucenia swoich książek, trzymając kilka w dłoni powiedziała że wyrzuci te, bo bez nich może żyć, kilkaset innych bez których żyć nie może, zostają. :) W tym momencie mój  mąż parsknął śmiechem, o to to powiedział: to jak bym widział swoją żonę. :)

Ostatnio sagi u mnie są w czytaniu i dzięki ich tłumaczeniu na polski, raz jeszcze zrozumiałam jak ważni są tłumacze i wydawnictwo, ale o tym poniżej, najpierw o bohaterze o imieniu Beowulf ze znanego eposu staroangielskiego. Bohater walczy ze strasznym potworem zwanym Grendel. Epos ten często recytował J.R.R Tolkien podczas swoich wykładów i on był jego pierwszym tłumaczem. Na polski ze staroangielskiego sagę przetłumaczył pan Robert Stiller i  jest to tłumaczenie doskonałe.

Zaczyna się pieśń:
Otóż Duńczyków dawnych z Włócznią
wodzów ludu, z walk poznaliśmy,
jako wówczas możni męstwo czynili.

Nieraz Skyld Skefing skruszył wrogów,
mężów z ław miodowych pospędzał,
postrach Eorlów, podjęty w nędzy
jako znajda, w tym znalazł pociechę,
pod chmurami rósł, chwałę zdobywał,
aż za rozdrożem wielorybów
każdy sąsiad słuchać go musiał,
daninę dawać. Dobry to był król.
(..)

A  zanim powstał  Beowulf”. Felix Genzmer tak pisał o początkach sagi:

„Na szwedzkim obszarze Geatów, dzisiaj zwanym Gotaland, około 500 roku istniała saga o wojaku imieniem Biulf, czyli wilk na pszczoły, grabieżca miodu, niedźwiedź. Połączono w  niej wszystko co wiedziano o tym bohaterze, któremu później Anglosasi nadali imię Beowulf. Jej główną treścią był szereg przygód tego bohatera. Dwie z nich zaczerpnięto z szeroko znanej baśni o synu niedźwiedzia. (..)
Król w zbudowanej wspaniałej sali wyprawia uczty dla swoich wojowników, jednakże z sali co roku w noc przesilenia zimowego znikają śpiący wojownicy. Trzeciego roku zostaje w sali Biulf z dwunastoma towarzyszami. O północy wchodzi olbrzymi troll, odporny na wszelką broń, Biulf z nim walczy i wyrywa mu prawą dłoń. Troll ucieka (..) za wodospadem w jaskini Biulf znajduje olbrzymkę którą uśmierca wielkim mieczem  wiszącym na ścianie a ciężko rannego trolla dobija”  tłumaczył R. Stiller.

Dlaczego warto przeczytać sagę? Przecież walki z potworami się już skończyły. Czy rzeczywiście się skończyły? Dziś potwory inaczej wyglądają, mają inne nazwy, ale zawsze ten sam cel, zniszczyć wolę, zmniejszyć zaufanie do siebie i uczynić zależnym od siebie. W przedmowie do sagi tłumacz  słusznie zauważa że potwory wcale nie wyginęły zmieniły tylko sposoby walki:

Twój Grendel nie jest idiotą i zdążył się już nauczyć że od jego szponów i paszczy, od jego żarłocznych zębisk lepszą bronią jest udawanie twego przyjaciela i dobroczyńcy. Abyś jak najpóźniej się zorientował że masz do czynienia po prostu z chciwym na twoje mięso ludożercą. On przez kilkanaście stuleci zdążył się już nauczyć, że pierwsza i najskuteczniejsza strategia polega na nie na brutalnej walce, tylko na tym żebyś przestał z nim walczyć. A jeszcze lepiej żebyś mu pomagał gdy cię pożera. Żebyś zapomniał o tym jak walczyć i po co jest walka. A jeśli coś z umiejętności walki jeszcze ci pozostało, to najlepiej dla niego abyś walczył z tymi którzy chcą walczyć.

Przemyśl to sobie.
Trzeba walczyć. Bardziej niż kiedykolwiek. Oby przeciw Grendlom, nie na ich korzyść. niechaj ci pomaga Beowulf”.

Wielu ludzi irytuje że Robert Stiller na końcu swojego znakomitego przekładu sagi „Beowulf”, dodaje wiele gorzkich słów pod adresem tłumaczy i wydawnictwa Armoryka.
Na marginesie, nabrałabym się na to wydawnictwo,  gdyby nie internet, spojrzałam przeczytałam co na jego temat piszą internauci i zrezygnowałam.
Z dyskusji o tłumaczu, postaci mocno kontrowersyjnej skądinąd, na forum TU:
Faktem jest, że ma olbrzymi talent językowy (w sensie literackim) osiągnął mistrzostwo we władaniu językiem polskim i kilkoma językami obcymi„.
Ale jednocześnie jest …hm trudnym człowiekiem,  a że nie jest miły dla innych tłumaczy? Wynika  to  z przyczyn   jak najbardziej uzasadnionych, przykład:

„Ujrzymy spiętrzony, babelski zgiełk”. Oryginał brzmi: „a conflicting babel mounts up to us”. Aha! „z dołu będzie nas dobiegać skłócony rozgardiasz (..). Tłumacz nie wiedział – pisze pan Stiller, – że babel nie ma nic wspólnego z wieżą Babel i że nie ma słowa babelski  i że znaczy to jedynie, zgiełk, harmider, rozgardiasz„.

Zrozumieć tłumaczenie.
Czytałam a może inaczej – próbowałam, przeczytać eseje J.R.R Tolkiena „Potwory i krytycy” tłumaczył Tadeusz A. Olszański. Z przykrością zauważyłam że perfekcjonista i wspaniały autor Tolkien, stracił moc słowa w tych esejach, bo ja nic z tego nie rozumiem, jakaś tępa jestem, pomyślałam niemiło  o sobie. Podobnie  było z powieścią „Pan światła”  Rogera Zelaznego i tu też zatrzymałam się z zaskoczeniem patrząc na tekst i myśląc że mój ulubiony autor SF, po prostu nie wiedział o czym pisze i co chce napisać.

A to niestety wina tłumaczy. Zelaznego wszystkie książki przepięknie tłumaczył na polski  Piotr Cholewa a tę jedną przetłumaczył Robert Reszke. Nie znam człowieka, ale czy naprawdę powinien podejmować się  tak trudnego tłumaczenia, nie znając dobrze języka z którego tłumaczył? Na świecie powieść „Pan światła” zbierała hymny pochwalne a u nas przeszła bez echa, chociaż fanów twórczości Zelaznego u nas nie brakuje, dlaczego więc bez echa? Znalazłam na jednej stronie w necie odpowiedzi na moje pytania: Czytam TU:

„Zauważyłem, że w pewnych scenach zupełnie nie rozumiem, o co chodzi. Na przykład jeden z bohaterów mówi (str. 51): Może pamiętasz takiego smarkacza […] imieniem Jama? Łobuz z rodzaju tych, które zawsze wcinają generatory Naturalne pytanie, jak wcinają i co to znaczy wcinać? – okazało się błędem. W oryginale mamy […] The kid who was always souping up generators… Słowo soup oznacza zupę i w tym sensie ma związek z wcinaniem czyli jedzeniem. Natomiast soup up oznacza podrasować albo zwiększyć moc. I to właśnie Jama robił z generatorami.”

Następna w kolejności już czeka „Kalevala” epopeja, epos narodowy Finów. Wydał Państwowy Instytut Wydawniczy, tłumaczył Jerzy Litwiniuk, człowiek znał język z którego tłumaczył i sam był poetą. Właśnie zaczęłam czytać, pięknym wierszem tłumaczona i jak na razie wszystko rozumiem. ,)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Książki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

21 odpowiedzi na „Książki. Autorzy i tlumacze. Saga Beowulf o bohaterze który pokonał potwora Grendla.

  1. Krystyna pisze:

    I tu się z Tobą zgadzam, zły tłumacz może najpiękniejszą książkę sknocić swoim tłumaczeniem.
    Zrozumieć co poeta, pisarz miał na myśli w obcym języku i jeszcze tak przetłumaczyć, by myśmy zrozumieli, to jest mistrzostwo świata.

    Pozdrawiam serdecznie :-)

    • Hana pisze:

      Jestem tłumaczem. Mam za sobą dziesiątki książek i sztuk teatralnych. To bardzo odpowiedzialna praca. Poznałam Pana Roberta Stillera osobiście i mam dla niego ogromny szacunek. A że jest chimeryczny? Być może, ale jakie to ma znaczenie dla czytelnika książek w Jego przekładzie? Ma ogromną wiedzę i coś, co jest bardzo ważne w przekładach, a często niedoceniane: intuicję językową. Sama doskonała znajomość języka obcego nie wystarczy. Trzeba czuć jego „ducha” i Pan Stiller go czuje. Jest kontrowersyjny, owszem, ale niekontrowersyjny jest ten, kto nic nie robi. Ech, mogłabym długo rozwodzić się na ten temat. Praca tłumacza w 90% przechodzi niezauważona, co w gruncie rzeczy jest komplementem. Czytelnicy zachwycają się książką i autorem i tak powinno być, bo to także znaczy, że przekład jest dobry!

      • elka pisze:

        Hana jestem wdzięczna za twoje komentarze, masz trudną i bardzo odpowiedzialną pracę. I zgadzam się z każdym słowem i … mogłabyś częściej bywać tu? :)

    • elka pisze:

      KRYSIU to wszystko bardzo ładnie opisała Hana w komentarzu powyżej. Niedawno zaczęłam zwracać uwagę na tłumaczenia i tłumaczy, dopiero wtedy gdy z książki czy opowiadania przetłumaczonego, nic nie zrozumiałam.
      Przytulam ciepło sobotnio :).

    • elka pisze:

      Krysiu nie mogę dać pod Twoim komentarzem odpowiedzi co za …. :(

  2. Pantera pisze:

    Tlumacz jest od tlumaczenia (jak zreszta sama nazwa zawodu sugeruje), jak d***a od srania. Nie ma nic gorszego, kiedy tlumacz aspiruje do tworzenia wlasnych wizji. Nie tak dawno jakis nawiedzony tlumacz zamienil mojego ukochanego Kubusia Puchatka na … Fredzie Phi Phi.

  3. Hana pisze:

    E, nie, Pantera, Fredzia była jakieś 30lat temu i na szczęście przepadła w pomroce dziejów.
    Nie chodzi o wizje, ani o wierność „słowo w słowo”, bo wychodzi knot. Są rzeczy nieprzekładalne i chodzi o to, by znalezć sedno bez popadania w absurdy, jak to przydarzyło się autorce przekładu „Fredzi”. I o „czucie” języka i jego drugiego dna. Nie bez powodu rozróżnia się te dwie sprawy: czym innym jest tłumaczenie (jak się byłaś wyraziłaś d…a od srania), np. w przypadku tłumaczeń technicznych, prawniczych, biznesowych – tutaj wierność tłumaczenia ma znaczenie ogromne, a czym innym jest przekład – w tym przypadku znajomość języka to za mało. Potrzebne jest jeszcze „coś”, co się ma, albo nie ma. Dlatego tyle jest koszmarnych „przekładów”. Zdziwiłabyś się, gdybyś porównała oryginalną poezję Francois Villona z tym, co śpiewał np. Kaczmarski.

    • Frau Be pisze:

      Dla mnie mistrzem świata jest Maciej Słomczyński :)

      • elka pisze:

        A co tłumaczył Maciej Słomczyński? Chyba nie pamiętam muszę w necie poszukać.

        • Pantera pisze:

          Slomczynski, czyli slynny Joe Alex, autor wspanialych kryminalow, na ktorych trzepal kase, by moc sie w spokoju poswiecic pasji tlumaczenia m.in. Szekspira.
          Mam sporo ksiazek Alexa w bibliotece. :)

          • Frau Be pisze:

            Szekspira i nie tylko. Mnie przekład „Alicji w Krainie Czarów” powalił na kolana, zwłaszcza „Dżabbersmokiem”. A Szekspira… nie lubię :)
            Pantero, Joego Alexa kochałam do nieprzytomności :))

          • elka pisze:

            Czytałam Joe Alexa :) Natomiast Słomczyńskiego tłumaczenia Szekspira to ….pełna zgroza. :)
            Alicję mam w tłumaczeniu Marianowicza i Słomczyńskiego, natomiast Robert Stiller tłumaczył także Alicję, tego tłumaczenia nie znam aczkolwiek powiadają że najwierniejsze oryginałowi, z pewnego forum:
            „Tłumaczenie Stillera uważa się za najwierniejsze i zachowujące najwięcej oryginalnych smaczków i aluzji. Zresztą, jak słusznie zauważyłeś, Stiller opatrzył swoje tłumaczenie przypisami i pamiętam, że bardzo mnie te przypisy fascynowały.”
            Dawno czytałam Alicję, podobno nie dla dzieci autor ją napisał tylko dla dorosłych może czas raz jeszcze przeczytać? :)

          • elka pisze:

            Tu warto cały tekst o tłumaczeniu Szekspira przez Słomczyńskiego przeczytać a pisze kobieta znająca język w jakim dzieła Szekspira zostały napisane.:
            http://serwistlumacza.com/content/view/25/32/

          • Frau Be pisze:

            Może sobie być zgroza – dla mnie cały Szekspir to zgroza – w dowolnym tłumaczeniu – ni znoszę i już :) :D

  4. kalipso pisze:

    Można kochać autora, można i tłumacza:) Jakiś czas temu pojawiło się nowe, uwspółcześnione tłumaczenie „Ani z Zielonego Wzgórza”, a właściwie chyba wszystkich książek o Ani. Widuje je w stoiskach z tanią książką, ale jeszcze się nie skusiłam. Nowe tłumaczenie może byc dobre, ale ja kocham stare.
    Na pewno od tłumacza zależy wiele. Tłumacz literatury pieknej powinien być też twórcą takiej literatury.

    • elka pisze:

      Tak jak Hana powyżej zauważyła: intuicja językowa ale też wspólny z autorem zachwyt, nadawanie na tej samej fali, czyli autor i tłumacz znają Józefa. :)
      Tłumacz tłumacząc na swój język jest – jak zauważyłaś, współtwórcą poezji, powieści sztuki itd. :) Odpowiedzialny zawód i trzeba go kochać.

  5. Lidia pisze:

    Nic dodać, nic ująć :)

  6. Zbyszek pisze:

    Tłumacz daje bardzo wiele z siebie, musi być dobry, czasami nawet tworzy wprost nowe dzieło. Kiedyś starałem się czytać różne książki w dwóch tłumaczeniach i powiem szczerze, że widać było różnicę. A z poezją jest jeszcze inaczej, bo i sam tłumacz musi być prawie poetą.
    Lubię tłumaczenia Karla Dedeciusa, tłumaczył np. poezję Szymborskiej na j. niemiecki, mistrzostwo.
    A jeszcze ciekawiej jest na lekcjach j. polskiego. Uczniowie mają przed sobą np. „Starego człowieka i morze” i przy czytaniu fragmentów wychodzi, co ów tłumacz miał na myśli. A ilu uczniów, tyle tłumaczeń.
    Pozdrawiam z burzą w tle :)

    • elka pisze:

      Bo każdy patrzy poprzez siebie i poprzez to co w sobie rozumie świat. Fajnie słuchać co inni widzą w tym świecie, bo mówią o sobie.
      U nas słońce wieczorne a ranek był mroczny, ciekawe kiedy po tej ciepłej wiośnie przyjdzie lato prawdziwe :). Ciepło pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>