Lecznie zimnem. Energia. Medytacja..

Obejrzałam filmik i przeczytałam o:
http://porozmawiajmy.tv/czlowiek-lodu-iceman-wim-hof/
„Wim Hof to człowiek, który pobił najwięcej światowych rekordów Guinnessa w dziedzinie wytrzymałości na zimno. Około 30 lat temu opracował własną metodę wytwarzania ogromnej ilości energii w ciele, która daje mu dużą odporność na zimno, choroby, zmęczenie i inne niekorzystne czynniki zewnętrzne. W roku 2012 kupił dom w Przesiece, gdzie organizuje warsztaty dla osób chcących poznać i praktykować jego metodę”. Oraz jeszcze takie rzeczy czynić potrafi:
Jedną z jego umiejętności jest pełna kontrola nad systemem odpornościowym poprzez odpowiednie techniki oddechowe. W maju 2010 roku w klinice Radboud University Medical Center kazał sobie wstrzyknąć endotoksyny, a następnie unieszkodliwił je w swoim ciele”.
Takie proste:  energia podąża za uwagą. Zwróćcie uwagę że ma on opaskę na czole.

Wodospad_Podgornej

Wodospad w Podgornej.
Pasieka..http://pl.wikipedia.org

Niby wiem i potrafię korzystać z prostych technik medytacyjnych, które mnie wiele nauczyły i dały wgląd w umysł i jego potężne możliwości, ale gdzieś ciągle mi to umyka. Zapominam że gdy skupię uwagę, na bolącym miejscu i będę tam przez długi czas to miejsce to uleczę. Tak kiedyś zrobiłam, gdy bardzo bolała mnie głowa na wyjeździe a pastylki zostały w domu daleko. Długo trwało, bo ból migrenowy, ale zwyciężyłam, zasypiałam bez bólu i cudownie się następnego dnia czułam. Teraz od momentu gdy już nie pracuję, wywalczyłam w sobie sporą zmianę w reumatyzmie „osobistym od zawsze” mnie nękającym. Jeszcze do końca nie jest dobrze, jeszcze boli czasem, ale postęp już jest. No i tarczyca, nie mam zbyt wielkich efektów na razie – bo od niedawna ćwiczę. Wzmacniają mój optymizm  historie takie, jak opowiedziana powyżej Wim Hofa i jak historia Jail Kubackiej z przemieszczonym dyskiem, opisana w jej książce „Lecznicza potęga myśli”. To duża koncentracja i wysiłek ale wcale mnie nie zraża że ta kobieta jest zupełnie niezwykłym człowiekiem. Myślę że potrafię podobnie, może  inaczej ale z tym samym efektem. :) Umiem i dam radę. Prawda?
Przesieka_Waloński_KamieńCzym jest uwaga? Gdy na kogoś patrzymy, słuchamy idzie za tym uwaga, dajemy energię.
Gdy siadamy do medytacji, rozluźniając ciało, energia podąża za uwagą, wzmacniając wewnętrzne organy, szczególnie te które są osłabione. Wiedząc o tym możemy leczyć swoje ciała, nie czekając na lekarzy. Tak, ale. To prawda ale. Bo na to ktoś powie i rację będzie miał, potrzebny jest czas a my go nie mamy. Kto zaś ma czas? Ktoś kto nie pracuje, siedzi w domu, dziećmi się nie zajmuje, ma pieniądze i żadnych obowiązków. Nieprawda, mówię nieprawda z całą odpowiedzialnością. Pracowałam, miałam małe dziecko, dom i obowiązki a jednak wykroiłam kilka minut czasu raz dwa razy dziennie, na medytację. Wtedy byłam zdrowa i spokojna choć ciężko a nie lekko pracowałam a potem zapomniałam.  :(  (na zdjęciu powyżej : Przesieka. Kamień Waloński a poniżej Przesieka_Kaskada_Myi)
Przesieka_Kaskada_Myi_2Moje doświadczenia z pogranicza snu i jawy:
Noc. Biegam dookoła jak to później spostrzegłam – dookoła dużego palca u nogi Kogoś. Biegam, czyszczę, nagle zostaję podniesiona do góry, stoję na czyjeś dłoni, Ktoś na mnie patrzy, otrzymuję w myśli rozkaz powrotu. Usiadłam „obudziłam się”. I już następnej nocy byłam w tym samym miejscu, z oddaniem czyszcząc duży palec u nogi. :) Znów zostałam podniesiona do góry i stojąc na dłoni  dokładnie obejrzana, tym razem zobaczyłam palec wskazujący, nakazujący powrót. Przed odejściem zobaczyłam całą postać. Kobieta, grecki ubiór, potężna postać i myśl: ja już chyba gdzieś widziałam?  Ze dwa lata później. Francja. Wycieczka, muzeum, Luwr. Chodzimy z córcią zwiedzając i podziwiając i robiąc zdjęcia, nie obrazów – bo tam nie wolno ale wystawę grecką. Nagle zamarłam „moja” postać ze „snu” pomiędzy jawą a snem. Proszę, córka zrób zdjęcie, robi, jestem zachwycona, że teraz już mi nie umknie, postawię i będę patrzeć powracając. :) A guzik, z całej kliszy tylko to jedno miejsce jest puste.
Pomiędzy jawą a snem.
Jestem w klatce, walczę o wyzwolenie się z niej, walę w pręty nogami, rozpadają się. Wychodzę. Góra wysoka góra po prawej a  dookoła niej miliony klatek, ustawione jedne na drugich w każdej klatce siedzi człowiek. Patrzy gdzieś w przestrzeń, coś tam widząc. Siedzą z uśmiechem zadowoleni. Odwracam się do Góry, nic tu po mnie, do klatki nie wrócę. Zaczynam wspinaczkę, niewielki wysiłek samodzielny i przecinka dookoła Góry co parę metrów nisze a w nich Przewodnicy. Mój miał rowery. :) Na nich pojechaliśmy pod Górę na sam szczyt. Pod samym szczytem wielkie światło i ludzie oddychający. Na szczycie pusto nic i nikogo. Sama zjeżdżam na rowerze na dół,  lądując w basenie z czystą przezroczystą wodą. Widzę siebie, swoje ciało zanurzone w tej wodzie. (Woda symbol psychiki) Mam wrażenie że to co wiem i odpowiedzi na pytania znajdują się w tej podróży z Przewodnikiem. Wniosek mój:
Każdy musi się sam ze swojej klatki ograniczeń uwolnić i każdy musi przebyć pewien odcinek drogi pod Górę sam.
Pomiędzy jawą a snem.
Noc, kosmos, nie mam ciała, ale mam świadomość i uciekam. Gonią mnie jakieś stwory podobne w moim wyobrażeniu do wilków. Widzę ziemię a na niej jakąś budowlę przypomina wielką stodołę, ze szpar przenika w tę ciemną pustkę światło, stwory są blisko wpadam do „stodoły”. Podnoszę wzrok i widzę mnóstwo poziomów. Przypominają stoły zastawione jedzeniem. Zajmuję miejsce gdzieś na którymś poziomie, mając świadomość że są poziomy pode mną i nade mną.
YpsilonNoc. Tym razem jest inaczej. Nie widzę siebie, ale czuję że się poruszam, czuję też czyjeś ręce które mną kierują. Płynę w jakby nurcie, podróżujemy ja i ktoś, kto mnie gdzieś zabiera. Widzę zbliżające się Słońce słyszę nazwę: Ypsilon. Mijamy je pod nami planeta. Widzę jak się zbliża. Ląduję. :)
(na zdjęciu: Ypsilon. Artystyczna wizja planety.  http://pl.wikipedia.org)
Miasteczko, brukowana ulica, latarnie zapalone, pomiędzy domami bramy, na głucho zamknięte. Noc i cisza wielka cisza. Idę ulicą, nagle czuję strach przerażenie tak wielkie, że wciskam się z całej siły w jedną z zamkniętych bram. I jestem znów w Kosmosie lecę, ale po drodze zatrzymuję się jestem w … statku kosmicznym.
Idę wąskim korytarzem pomiędzy ścianami, patrzę pod nogi widzę  wyżłobione w podłodze rowki, oliwkowy kolor podłogi. Dochodzę do oświetlonego korytarza, prawie na przeciw „mojego” korytarza widzę drzwi. Półkoliste i są a na nich znaki jakby dwie błyskawice. Wracam do swojego ciała i łóżka siadam. Wszystkie szczegóły do dziś żywe w pamięci. Tak samo zresztą jak i wszystkie opisane powyżej zwidy niewidy. :)
Czasem oglądam filmy na „statkach kosmicznych” i szczerze chce mi się śmiać. W moim” statku była ciasnota, półmrok i na tej podłodze podlużne rowki które nie pozwalają na ślizganie się.
A planeta? W jakimś czasopiśmie kilka lat później, znalazłam informacje o planecie w pobliżu Słońca  którą astronomowie podejrzewają o życie. :). Słońcu nadali nazwę Ypsilon taką jaką „usłyszałam” w głowie. Czemu się tak bardzo wystraszyłam i dlaczego statek kosmiczny po drodze? Myślę że może leciał i był mi na drodze :) a może z nie bardzo dobrymi intencjami gnał? Bo ta cywilizacja na tej planecie to taka trochę pierwotna, może nasze średniowiecze? i te zamknięte bramy pomiędzy domami. No może tak a może nie. :)
W naszym pokoju w realu
reikarnacjamamy gościa  chorą młodą dziewczynę, stwardnienie rozsiane, staramy się jej pomóc większa grupa ludzi, znajomi. Siedzimy przy naszym stole w pokoju.
Silna koncentracja moja. Żaden sen, jawa jak najbardziej. :) Skupiam całą uwagę w tak zwanym trzecim oku. I chyba z pół godziny minęło na tej silnej koncentracji, mam przed oczami film, normalny film klatka po klatce, widzę mężczyzn, ich ubrania się zmieniają, są prości ale wszyscy są związani z bronią. Rycerze, miecze. Ostatni w tej defiladzie rycerzy jedzie na koniu, ma na sobie biały płaszcz spadający aż na zad konia. I ostatnia postać mnich? Stoi na mostku kamiennym w pobliżu domy jak igloo, tylko kamienne. Przejrzyste powietrze, w pobliżu wysokie góry. Koniec filmu.
W czasie następnych kilku dni, udając się na kilkuminutową medytację, poszerzam swoją wiedzę o wojownikach widzianych na tym „filmie”. Widzę walkę na okręcie, stoję za  za tym kim wtedy byłam, widzę jak walczy, jak się cofa  „czuję” myśli przeciwnika, widzę jego lekceważenie i oto chodzi. Nagły skok, niespodziewany atak w odkryte w lekceważeniu miejsce i zbliżenie przeciętej od oka aż do gardła twarzy, krew. I decyzja, którą podjął on czy też ja wtedy: „dość zabijania”.
To decyzja wiążąca świadomość, rozwój świadomości. Następna postać mnicha? Tybet, albo Nepal, wysoko w każdym razie. Siedzi w wysokim pomieszczeniu w bardzo zimnej  kamiennej komnacie, dookoła mnóstwo książek, pergaminów. Tak trochę jak u nas w domu, zgromadziłam setki książek są wszędzie. :) I od zawsze miałam zimne ręce i nogi z czym walczyła moje mama.  (na zdjęciu: http://pl.wikipedia.org)
A białą broń lubię. Kiedyś jako młoda dziewczyna na wycieczce szkolnej w muzeum przestałam patrząc w gablotę z rapierem, z zachwytem się w niego wpatrywałam.
A i Szczerbiec na Wawelu zrobił na mnie też kolosalne wrażenie.  :)
No decyzje są najważniejsze, po to żyjemy by doświadczać zmieniać się i podejmować decyzję które ukierunkowują osobowość. Nawet w grze komputerowej nie lubię zabijania.
wieloosobowośćBo nie jesteśmy jednostkami, jesteśmy wieloosobowościami i każda z tych osobowości które podobno nie żyją, wnosi w umysł mądrość i doświadczenie swojego „życia” tu.
„Własne „ja” to mit – nowatorska teoria psychologiczna i poradnik, jak znaleźć siebie wśród wielości swoich osobowości. Bogactwo osobowości w każdym z nas to stan naturalny, a nie choroba, jak uważano dotychczas. Jak wyjaśnić fakt, że w zależności od towarzystwa, nastroju i otoczenia zachowujemy się zupełnie inaczej, jakbyśmy nie byli tą samą osobą?”

Rysunek poniższy z http://pytamy.pl  :)
rysunek

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Zdrowie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Lecznie zimnem. Energia. Medytacja..

  1. Jasna8 pisze:

    Nie wiemy co jest po…nie znamy naszych granic,
    a może tak naprawdę to już po… nic nie ma ??
    Niby dlaczego ma być ??
    Rozpadamy się na elementarne cząstki i koniec marzeń :-)

    • elka pisze:

      Jesteśmy świadomością. Dlaczego świadomość miałaby rozpaść się na elementarne cząstki? Niby dlaczego ma nie być?
      Wspaniale jest być materialistą tylko trzeba wiedzieć czym jest materia? Może to wcale nie materia tylko co? Ajnsztajn twierdził że materia nie istnieje, że energia ma masę a masa energię i kim wtedy byśmy byli energolistami? :))
      Jest faktem nie znamy naszych granic tak jak granic nie ma energia z której są zbudowane nasze ciała. :) Jestem o tym przekonana. :)

  2. Abigail pisze:

    Fantastyczny rysunek :D… :). Pięknie sobie poradziłaś z bólami :)… Gratuluję :)…
    Uważność… :D. Wiesz, mnie się od zawsze kojarzy z Zen i z… z milczeniem… Czasem jeszcze coś mnie porwie by o tym opowiadać…, ale…, ale dobrze, że Ty to robisz.
    :).

    Pozdrawiam bardzo ciepło :) i posyłam wiązkę energii, aby z tarczycą Ci się udało…

    A przy okazji, czytałaś książkę: Jak rozmawiać z kotem, Sonyi Fitzpatrick? Polecam, są tam opisane techniki leczenia kotów, ale sądzę, że są skuteczne dla każdego…

    • elka pisze:

      A nie czytałam i chętnie przeczytam. By o tym najmilszym uwielbiającym leżeć na klawiaturze jak najwięcej się dowiedzieć.:)
      No masz rację rozumiem niechęć do opowiadania, bardzo rozumiem … ale gdyby Cię jeszcze naszło… może warto dla kogoś kto usłyszy i zainteresuje się kim jest materialistą czy energolistą? :)))
      Koany Zen od zawsze mnie interesowały próbowałaś kiedyś odpowiedzieć sobie dla siebie na nie?

  3. Olga Jawor pisze:

    Jestem zachwycona Twoimi wizjami Elu! Są tak fantastyczne, pełne uczuć, ukrytych znaczeń, dziwnych skojarzeń i zaskakujących widzeń, że każde z takich snów nie snów stać by się mogło kanwą wspaniałej powieści fantasy lub filmu. Och, jaką tajemniczą, zaskakującą komnatą jest archiwum naszego mózgu! Ta opowieść o krązeniu wokół wielkiego palca jakiejś istoty a potem ujrzenie tej rzeźby w całej okazałosci aż wzbudziła u mnie gęsią skórkę!Dziekuję Ci za te opowieści-zwierzenia. Bardzo lubie takie rzeczy!
    Nie mam ostatnio za duzo czasu, niestety, a chętnie bym sie w to wszystko po wielekroć wczytała, wgłębiła, zamyśliła nad metaforyką tych szalonych wizji. Twoje wizje otwierają w moim mózgu jakąś szufladkę i przypominam sobie swoje własne, popiołem codziennych zdarzeń i zwątpien przysypane. Ale one są tam. Gotowe abym znowu zajrzała im w oczy, kiedy tylko ja znów będę gotowa…

    • elka pisze:

      To tylko na początku gdy się zaczyna medytację tak się dzieje, to tak zwany umysł początkującego, potem już nie ma takich spektakularnych widzeń spotkań, to wszystko na zachętę jest, by się zmieniać, otwierać na nowe inne poznawać. :)
      Zajrzyj i odkurz je Olgo, trzeba pielęgnować i dzielić się, może komuś się przyda, ktoś zmieni swoje materialistyczne przekonania na wiedzę o sobie o wszechświecie, ktoś zacznie badać swój wolny umysł? Wtedy warto. Ciepło Cię pozdrawiam.

  4. anabell pisze:

    Tak naprawdę mało mnie boli co jest „potem”- jedno jest pewne- rozpadamy się na miliardy atomów, które jeszcze przez jakiś czas żyją w naturze. Można to uznać nawet za swego rodzaju reinkarnację. Zakładam, że energia nie ginie, zmienia natomiast swą postać. Wiesz, ogromnie śmieszą mnie różni uzdrawiacze, którzy są zdania, że wszystkich można wyleczyć jednym sposobem, np. zimnem. Organizm człowieka to bardzo skomplikowany twór, a mieszanka genów nadaje mu specyficzne właściwości – jednemu pomaga okład z lodu innemu tylko pogarsza sytuację zdrowotną. To, że coś pomaga 100 osobom nie znaczy, że pomoże i sto pierwszej.
    Przekonałam się doświadczalnie, że dopiero dobra diagnoza medyczna w połączeniu z pewnymi technikami medycyny alternatywnej ma szanse na dobre wyniki leczenia.
    Miłego,;)

    • elka pisze:

      My jesteśmy już złożeni z miliardów atomów co je łączy?
      Wszystko jest energią, nie ma materii, materia to stan energii to skupienie i już Ajnsztajn w słynnym równaniu to udowadnia. :)
      Nie bronię tego człowieka, nie znam go, są jednak tacy którzy chcą się nauczyć panowania nad swoim ciałem i jego chorobami. Podziwiam ich.
      Mnisi w Tybecie robią sobie takie zawody który w mroźnym zimnym górskim klimacie wysuszy na sobie więcej mokrych prześcieradeł. :)
      Niestety jeśli chodzi o medycynę konwencjonalną ,za rzadko zdarza się postawienie dobrej diagnozy, może dlatego że jesteśmy bardzo skomplikowanymi tworami? I za często dopiero sekcja odpowiada na pytanie na co umarł. W tym roku w Kwietniu zmarł bliski człowiek z rodziny, dzięki „wspaniałemu” błędowi i trzymaniu trzy dni bez operacji, co spowodowało zator w układzie krwionośnym. Mając wszystkie dane z dowiezionymi niemal natychmiast kartami opisującymi choroby. Mam tutaj swoje zdanie wolę sama brać zdrowie i swoje życie we własne ręce, niż być zdana na naszych lekarzy. Tak mam ale inni wierzą ufają i to ich wybór i decyzja.

  5. planeta pisze:

    Krioterapia pomaga:)
    Wiec pewnie zimnem można wiele wyleczyć.
    Zresztą ludzie, którzy żyją w zimnym klimacie mają się lepiej, dłużej zachowują młodość i zdrowie:)
    Pozdrawiam Ela:)

    • elka pisze:

      Mimo tłuszczyku z bardzo ubogiej diety :). Fakt, masz rację a znajomej córkę, leczono krioterapią reumatologiczne zapalenie stawów. Można pewnie i tak tyle że nie pomogło i niczego nie wyleczyło.
      Dobrej niedzieli pozdrawiam ciepło. :)

  6. Anitakt pisze:

    Ostanio dużo czytam blogów, stron a także bywam na forum dyskusyjnym gazety.pl.
    Ta strona mnie bardzo zaciekawiła, dodałam sobie ją do ulubionych. Pozdrawiam Anita :)
    Nie gram w on line gry na facebooku!

  7. michaltype pisze:

    Fajna strona, nawet ciekawy wpis, dodam se do ulubionych niech strace :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>