Prekursorzy, wynalazcy, nobliści i co z tego? Mentalna blokada, kaganiec, umysłowe lenistwo, narzucone przez kogo?

Z wielkim trudem nowe jest przyjmowane przez ludzi. Bywa wyklinane z ambon a prekursorzy często spotykają się z ogromnymi trudnościami by doprowadzić do realizacji swoich pomysłów. Samolot nie może latać, bo jest cięższy od powietrza, pociąg to pomysł szatana, nawet zwykłym ziemniakom i pomidorom dostało się nieźle. Prekursorzy nowości napotykali na tak ogromne trudności, że dotarcie do momentu realizacji swojego pomysłu-odkrycia, nazywali drogą przez mękę.

Wszelkie nowe idee, pomysły, rozwiązania, wszelkie nowe koncepcje, ba nawet zwyczaje i obyczaje napotykają na niesłychany opór w ich realizacji.

Dlaczego tak jest, ktoś się zastanawiał? Pewien naukowiec już w XVIII wieku popełnił samobójstwo, ponieważ: –  nic nie pozostało do odkrycia w nauce. Tak zaprogramowany umysł, nie dostrzeże niczego nowego, ani sensownego, ciekawego, czy odmiennego by warto się temu przyjrzeć, zachwycić, lub tylko próbować zrozumieć.

Jest taka „teoria spiskowa” że blokadę mentalną na ludzkie umysły założyli obcy, cywilizacja która stworzyła człowieka bo potrzebny im był  niewolnik i tanie mięso armatnie. Gdy ludzie, dzięki kobiecie Ewa jej było :) :) która nie poddała się, szukała i znalazła sposób na rozwój, na wiedzę i pokazała nowe możliwości mężczyźnie, obcy wycofali się z ziemi, ale dalej monitorują rozwijającą się cywilizacje człowieka, także poprzez mentalne kagańce nakładane na umysły, dlatego tak trudno przebić się z nowymi pomysłami, dlatego prekursorzy stają na przeciwko muru obojętności i milczenia.

To taka teoria, pytam się jednak  dlaczego zaraz obarczać winą jakiś obcych? Ludzie są na różnych poziomach rozwoju psychiki, jedni są ciekawscy i z przyjemnością poznają nowe, szczególnie ludzie bogaci co prekursorów finansują, inni po zapoznaniu się już z faktami uznają je, poznają i wdrażają w życiu a jeszcze inni wyśmiewają, pogardzają ….. do czasu, gdy wdrożone pomysły zaczynają działać w rzeczywistości i można je używać, zrobić pstryk i świeci światło, polecieć samolotem, pojechać pociągiem, zjeść ziemniaki czy pomidory. Już wolno bo wszyscy!!
A może jest jeszcze inaczej, to my sami blokujemy dostęp wiedzy do naszych umysłów? Czy jest to możliwe? A i owszem, mając niedobór pewnych składników, doprowadzamy do braku połączeń pomiędzy komórkami, tym samym choroby nas atakują a i odmienna wiedza szybciej jest atakowana, bo po prostu nie ma połączenia elektrycznego pomiędzy komórkami i wydaje się nam że to są czyste głupoty.

W każdej dziedzinie nauki takie procesy blokowania zachodzą, także i w medycynie.
No i co z tego że Nobla dostał? I tak głupkiem jest.
Węgierski biochemik Albert Szent- Gyorgyi (1893-1986) odbiera NAGRODĘ NOBLA w dziedzinie medycyny za odkrycie kilka lat wcześniej kwasu heksuronowego zwanego inaczej witaminą C lub kwasem askorbinowym (od „anti-scorbutic” – działający przeciwszkorbutowo). To już w roku 1937. Chcę podkreślić NAGRODA NOBLA.
Dr hab. Linus Pauling  to aż podwójny noblista, fizyk, biochemik, przeprowadzając  na sobie samym badania, określił ile człowiek potrzebuje witaminy C.
Dr Robert Cathcart odkrył, że im bardziej ktoś jest chory (zatruty) oraz nasycony wolnymi rodnikami, tym więcej może przyjąć witaminy C bez wystąpienia żadnych efektów ubocznych.  A człowiek chory zatruty jest.
Wreszcie słynny raport:  Amerykański lekarz Frederick R. Klenner pracuje w szpitalu Annie Penn Memorial Hospital w Reidsville, w Północnej Karolinie (USA) gdy wybucha epidemia polio obejmująca cały stan. Doktor był lekarzem z powołania podjął walkę o chorych i wyleczył ich. Publikując swój raport dotyczący wyleczenia z polio dużymi dawkami doustnymi i wlewami witaminą C, doktor spotkał się z …….. milczeniem swoich kolegów i żadna organizacja nie podjęła się dalszych badań nad tym tematem. Źródło.

Witamina C nie-witamina.
„T
ermin „witamina” odnosi się do substancji, które pełnią jedynie rolę regulacyjną i powinny być przyjmowane w śladowych ilościach. Świnki morskie, niektóre naczelne, jak goryle czy szympansy, część nietoperzy i ludzie to jedyne gatunki zwierząt, których organizmy nie wytwarzają własnej witaminy C, wielu naukowców uważa zatem, że ta nieumiejętność to luka w naszym oprzyrządowaniu genetycznym.
Bez względu na to, czy rzeczywiście winny jest błąd w genomie człowieka, ważne jest jedno: nie otrzymujemy wystarczająco dużo witaminy C, zwłaszcza gdy chorujemy. Jeśli przeliczymy jej ilość w organizmach zdrowych zwierząt, które same się w nią zaopatrują, na warunki naszych organizmów, stwierdzimy, że człowiek potrzebuje jej znacznie więcej, niż 75 mg w ciągu doby, jak przewidują wskazania dziennego spożycia GDA – Guideline Daily Amounts (np. RDI lub RDA), opracowane przez naukowców z różnych instytucji zdrowotnych. Żebyśmy otrzymywali tę samą dawkę w przeliczeniu na kilogram masy ciała, co, dajmy na to, szczury – musielibyśmy brać od 2 do 4 g dziennie, gdy jesteśmy zdrowi, i nawet 15 g dziennie w czasie choroby”. Źródło.

Badając wpływ tej witaminy na człowieka NAUKOWCY doszli do wniosku, że jest ona przekaźnikiem elektronowym, pomiędzy cząsteczkami związków chemicznych, w naszych ciałach.  Jej zadaniem jest utrzymanie  stałego przepływu informacji pomiędzy komórkami.
A więc, im więcej dostarczamy sobie witaminy C, tym sprawniejsza jest wymiana elektronowa i komórki lepiej porozumiewają się między sobą nie dopuszczając do chorób.

Witamina C jej rola w leczeniu raka:
„W latach 1970, lekarze Ewan Cameron, Nikolas Campbell i Linus Pauling jako pierwsi poinformowali o stosowaniu wysokiej dawki wit. C w leczeniu pacjentów chorych na nieuleczalnego raka. Okazało się, że leczenie dożylne i doustne wit. C wydłużało czas przeżycia w porównaniu z pacjentami, którzy jej nie otrzymali. Od czasu wstępnych badań Camerona i Paulinga, zbadano i wyjaśniono dokładny mechanizm przeciwnowotworowy wit. C. Biorąc pod uwagę różne jej funkcje w organizmie człowieka, w przypadku raka zidentyfikowano dwa różne sposoby jej działania. Profilaktycznie ma działanie antyoksydacyjne, chroni strukturę komórkową i kluczowe funkcje. Zapobiega również powstawaniu niebezpiecznych związków rakotwórczych. Dawka dająca działanie przeciwutleniające jest niska (poniżej 2 g) i jest osiągalna albo przez dietę, albo uzupełnienie doustne.
Drugi mechanizm działania jest właściwie pro-utleniający. Dawki powyżej 15 g okazały się mieć efekt „pro-utleniacza”, poprzez produkcję nadtlenku wodoru [woda utleniona], który z kolei selektywnie niszczy komórki nowotworowe. Wysokie dawki wit. C są wybiórczo dostarczane do obszarów otaczających guz, gdyż cząsteczka witaminy wygląda podobnie do cząsteczki cukru, a komórki rakowe mają zwiększone zapotrzebowanie na cukier jako paliwo do ich nieuregulowanego wzrostu. Gdy już znajdzie się na obszarze otaczającym komórki, cząsteczka wit. C reaguje z jonem metalu, takim jak żelazo lub miedź, i tworzy cząsteczkę nadtlenku wodoru, która niszczy komórkę nowotworową” Link do źródła.

No dobrze, fajnie bardzo, ale dlaczego tego rodzaju wiedzą nie dysponują lekarze, którzy na co dzień opiekują się nami w przychodniach w szpitalach? Wreszcie dlaczego, trzeba wymuszać na nich wprowadzenie na przykład wlewów witaminy C w ciężkich chorobach?
Dlaczego? Najczęściej dlatego że nie wiedzą, nie interesują się, są przepracowani to raz a dwa będąc w stałym kontakcie z koncernami farmaceutycznymi, otrzymując od nich pieniądze, są zobligowani do wypisywania recept na drogie, od niedawna wdrażane lekarstwa, które jakże często przyśpieszają śmierć. O tym mówił nam znajomy lekarz, jak wiele trudu kosztuje go uwolnienie od pośredników wymuszających podporządkowanie się koncernom farmaceutycznym. Nie każdy ma  gorset moralny który chroni jego i jego pacjentów. U lekarzy zresztą  jest rzadko spotykany szczególnie u młodych.   Koncerny wręcz wymuszają na lekarzach, stosując różne sposoby, na przykład dwutygodniowy wyjazd dla niego i jego rodziny w pełni finansowany a w zamian spis lekarstw jakie ma wypisywać, dodam rygorystycznie sprawdzany jest taki lekarz.

No i na koniec:
„Nie chcę być nieuprzejma, ale chyba ktoś tu nas od kilkudziesięciu lat robi ostro w konia. Każe się szczepić maleńkie dzieci głosząc, że jest to „najlepsza metoda” aby uniknąć na przykład polio, które jest podobno nieuleczalne i niechybnie skazuje na okrutne kalectwo, a nawet śmierć. Podobnie jest z innymi chorobami zakaźnymi: ze świnką, odrą, różyczką, grypą czy z Hepatitis -wirusowym zapaleniem wątroby potocznie zwaną „żółtaczką”. Wszystkie te choroby są ponoć nieuleczalne, bo na wirusy podobno lekarstwa jeszcze nie wynaleziono i dlatego „najlepiej się zaszczepić” jak mówią mass media przekazując opinię wyrażaną przez medyczne autorytety. Szkoda, że nie dodają, iż tak naprawdę wstrzykujemy sobie jakiś podejrzany płyn pełen neurotoksyn (sorry, inaczej się szczepionki wyprodukować nie da, taka jest technologia): metali ciężkich, konserwantów, obcych białek i grom wie jeszcze czego – zwyczajnie mówiąc trucizn wędrujących prosto do krwiobiegu i dostających się do naszych organów. (….)

Dlaczego milczenie, skoro Raport Klennera burzy bezlitośnie  obraz, który przez kilkadziesiąt ostatnich lat wypromowały media i autorytety? Dlaczego?

Dożylna witamina C – zabójca raka,  FDA chce zakazać. Link. Dlaczego? 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Zdrowie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Prekursorzy, wynalazcy, nobliści i co z tego? Mentalna blokada, kaganiec, umysłowe lenistwo, narzucone przez kogo?

  1. Olga Jawor pisze:

    Ja nie sądzę by ta mentalna blokada była przez kogoś narzucona. Owszem, koncerny farmaceutyczne maja swój interes w promowaniu i sprzedawaniu takich a nie innych leków, ale to umysłowe lenistwo to zdaje sie cecha immanentna ludzkosci, społeczeństwa jako wielkiej grupy. W grupie zanika innowacyjność i odwaga. Liczy sie owczy pęd, bowiem on zapewnia jakieś poczucie bezpieczeństwa, zmniejsza ryzyko. Ludzie wolą i lubia to, co znają (to dotyczy wszystkiego – piosenek, jak w filmie „Rejs”, ale i metod leczenia). I takie rzeczy wykorzystują własnie koncerny. A lekarze są częścią tego społęczeństwa. Z nas sie wywodzą. Tak samo jak politycy zresztą. I maja takie same cechy jak cała reszta choć niektórzy uważają sie za półbogów.Niektórzy spośród nich się wyłamują i z odwagą potrafia pójśc za głosem rozumu i serca (jak np. J.Zięba), ale to wyjątki. Sa i tacy lekarze czy pseudoterapeuci, którzy owszem, postępują niestereotypowo, jednak robia tak nie dla dobra pacjenta, ale po to by osiagnąc szybkie korzyści materialne, sławę. Wdrażają jakieś nowinki, które często okazują sie szkodliwe.A człowiek, biedny, naiwny i schorowany jest dla nich jak królik doświadczalny, jak dojna krowa z której można czerpać kasę. Dlatego ludzie tracą zaufanie zarówno do lekarzy parajacych sie medycyną konwencjonalną, jak i niekonwencjonalną. Wszędzie można spotkać szarlatanów, nieuczciwych fachmanów, dla których dobro pacjenta to rzecz drugorzędna.
    A nam, pacjentom, często pozostaje internet, szukanie we mgle, kurowanie sie na własna rękę, błądzenie po omacku, cierpienie psychiczne i fizyczne…Ach, to temat rzeka. Długo by można, ale wystarczy. Nie chcę sie negatywnie nakręcać.
    Pozdrawiam Cie serdecznie Elu!:-)) (P.S. litrowy słój z witaminą C w proszku kupioną w zeszłym roku własnie opróznilismy.Nie dopadło nas przez ten czas żadne powazniejsze przeziebienie!:-))♥

    • elka pisze:

      O to to właśnie, Olu. No i ja też zażywam witaminę C, może to i nie witamina, może to jakiś błąd w naszym genomie, ważne że tego nam brak i człowiek świadomy powinien uzupełniać braki.
      Serdeczności wielkie w zimowy poranek. ♥

  2. iza z kidowa pisze:

    Absolutnie zgadzam się z Twoim widzeniem tego tematu.
    Niestety koncerny produkujące te „różne specyfiki na wszystko!” odmóżdżyły zwykłych ludzi, a posiłkując się uzdolnionymi handlowcami zbierają żniwo od lat.
    A odbiorcy są nadal mało/lub wcale nie odporni na manipulacje.

    • elka pisze:

      Oprócz bycia zmanipulowanym, pozostają w błogim przekonaniu że „witamina” leczyć nie może a już wyleczyć to po prostu głupota w coś takiego wierzyć. :)

  3. anabell pisze:

    Przy każdej infekcji biorę duże dawki wit.C, które były polecane przez tych wymienionych przez Ciebie lekarzy.Koncernom farmaceutycznym zupełnie nie opłaca się produkcja tanich leków. Ale sprawa koncernów to nieco inna bajka. Gorzej, bo niedługo nie będziesz sobie mogła sprowadzić z zagranicy (za własne pieniądze) leków. Mało tego – pan minister zdrowia chce wstrzymać wszystkie naturalne procedury lecznicze, czyli zero naturoterapii. Homeopatia i ziołolecznictwo są wg niego zabobonem.Tylko wiara w pis pomoże.Kolejni lekarze wyjadą z Polski.
    Miłego;
    P.S.
    Jak myślisz- to szarak czy gadopodobny???

    • elka pisze:

      Oczywiście Aniu, ale warto też profilaktycznie co dzień brać większe dawki witaminy C, o ile to jest witamina, po prostu także po to by wewnętrzne połączenia komórek usprawnić, niech działają i i dogadują się w czym sobie wzajemnie pomagać.
      Szarak czy gadopodobny?
      Stawiam na tego drugiego. :)

  4. iwand71 pisze:

    Witamine C biore jak tylko cos mnie dopada. Czy pomaga czy nie, to juz nie wnikam, ale lepiej sie z tym czuje i juz. Witamina C jest dobra i trudno ja normalnie przedawkowac. To fakt. Ale…
    Klenner opublikowal swoj raport kiedy? W 1949 roku? I nic sie od tego czasu nie zmienilo? Homoseksualizm byl kiedys przestepstwem, schizofrenie leczono lobotomia. I wszyscy wierzyli ze to jest sluszne. Dukan opublikowal swoja diete cud nie tak dawno. Dziala? Dziala. Ale co dalej, tego nikt nie mowi. Czy Klenner opublikowal raport o stanie zdrowia swoich pacjentow po ustyapieniu objawow? Przeczytalam dokladnie po angielsku, bo mnie zaciekawil. Nie tylko witamina C byla stosowana… O tym sie juz nie wspomina, prawda? Ciekawe dlaczego.

    • elka pisze:

      To prawda nie wspomina się. A czy wiesz że reumatyzm od wieków leczono dużymi dawkami witaminy C? O tym też nie wiedzą nasi lekarze w przychodniach, czy mnie się tylko wydaje że powinni wiedzieć? Polecam Twojej uwadze książkę, grubą bardzo, bestseler amerykańskiego lekarza „Lecz się sam. Megadawki witamin”. Znajdź w sieci poczytaj, to są najnowsze badania i osiągnięcia medycyny której nie wprowadza się do szpitali, przychodni do wiadomości zwykłych ludzi też nie dociera. Nie mamy wyjścia, sami musimy zadbać o siebie.

  5. Mercedes pisze:

    Biznes jest bezlitosny, business is business . Z tego co tu napisałaś widać , że to pieniądze się liczą a nie człowiek . A przecież „przewlekle zdrowi” to nie najlepsi klienci… więc odpowiedzi nasuwają się same . ;)
    Pozdrawiam :)

    • elka pisze:

      „Przewlekle zdrowi” co za wspaniale słowa. :) Fakt tacy klienci są mało potrzebni, najlepiej wcale. :)
      Ciepło pozdrawiam.

  6. 4_dina pisze:

    Ja poczytalam sobie troche o witaminie C i jej wlasciwosciach i zaczelam kupowac i stosowac. W ubieglym roku na poczatku stycznia wyleczylam nie paskudne zapalenie zatok, na poczatku bralam 9gr dziennie, potem powoli zmniejszalam, Cale leczenie zajelo mi nie cale dwa tygodnie, czyli tyle samo co zwykle kiedy bylam leczona antybiotykami, a jednak zdrowiej. Teraz tez dopadlo mnie cos bardzo paskudnego i rowniez przez pierwsze dwa dni bralam po 9gr wit C, dokladnie tak jak wtedy. Dzisiaj juz biore mniej i czuje sie lepiej, chociaz jestem jeszcze bardzo slaba.
    Co do wlewow dozylnych, to uzywa sie do tego celu askorbinianu sodu, bo kwas askorbinowy podany dozylnie moze zabic (wiem to z jednego wykladu Zieby).
    Polecam tez http://www.akademiawitalnosci.pl/ autorka strony ma duza wiedze na rozne „zdrowotne tematy” miedzy innymi jest tam duzy artykol o witaminie C.
    A dlaczego lekarze nie polecaja witaminy C? Poprostu dlatego, ze jest tania i zadne firmy farmaceutyczne nie sa nia zainteresowane, poza tym jest skuteczna w swoim dzialaniu „a pacjent wyleczony to klient stracony”

    • elka pisze:

      To ważne informacje wyleczenie zapalenia zatok, spore dawki brałaś, ciekawy artykuł poleciłaś.

      • 4_dina pisze:

        O i wkradl mie sie blad, bo mialo byc 90gr, a nie 9. Oczywiscie nie na raz to lykalam, tylko w rownych dawkach, w jednakowych odstepach czasowych np co godzine 9gr.
        A co do szczepien i tych zabujczych chorob jak odra, swinka, ospa wietrzna, czy nawet rozyczka, ba to ja juz zyc nie powinnam od dziecka, przeszlam i odre i swinke i ospe wietrzna, a moja mama to nawet czarna ospe przeszla jako dziecko i dopiero rak ja pokonal w wieku 81 lat.

        • elka pisze:

          Dzięki tym chorobom uodporniłaś się. A teraz dzięki witaminie też nieźle sobie radzisz. Wiedzieć to prawie już jak wygrana walka, ale najpierw trzeba wiedzieć a nie wyklinać zły los.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>