„Teraz już można” czy znacie książki tego dziennikarza, „Wielki świat” na przykład?

Ploteczki o ONZ czy kogoś mogą obchodzić, po co to komu, kto chciałby poznać dawne nazwiska z pierwszych stron gazet, zobaczyć ich zachowanie od kuchni, nie suche fakty z Wikipedii? Czy to może nas wzbogacić? Mnie  tak, ale ja to ja, więc trochę dla siebie, trochę dla zainteresowanych, ploteczki i nazwiska dawno zapomniane.

Uwielbiam poczucie humoru, wiedzę, ironię i dowcip tego dziennikarza. W swoim czasie akredytowany przy ONZ i nawet pełniący tam ważną funkcję w jakieś komisji, popełnił był książkę pt. „Wielki świat”.
Nie miałam żadnej szansy na zdobycie tej książki. Wydana w 1976 w nakładzie aż 15960 egzemplarzy, do dziś nie wznawiana, zasługuje spokojnie na miano białego kruka, tyle że, właśnie tyle że,  my nie cenimy swoich obdarzonych lekkim piórem pisarzy z dużą wiedzą. Więc, nie macie żadnych szans na zapoznanie się z ploteczkami o ONZ, chyba że ja wam jakieś podrzucę przechodząc w pobliżu komputera. :)
A wielki swiatPolowanie na książkę. To była fajna historia otóż:
Mieliśmy psa i spotykaliśmy na spacerach panią z psem, oba wilczury w miarę się zaprzyjaźniły. Pani okazała się być dyrektorem Muzeum Włókienniczego, czyli Białej Fabryki. Nie pamiętam jak miała na imię, więc pisać będę dyr. Rozmawialiśmy najczęściej o książkach także mojej pasji. Dyr. zaprosiła nas kiedyś do siebie, pokoik z kuchnią w starych blokach przedwojennych, na ulicy Krawieckiej, obok cukierni Kacperka. O,  Kacperek? miał  pączki dobre. :)  Mały pokoik  przepełniony był, pamiątkami z podróży z Wietnamu z Kambodży i pełen książek.  A więc pani dyr. opowiedziała mi o „Wielkim świecie” że ma być i od tego czasu zaczęłam polowanie na książkę. No i tak jak myślałam, po południu jeszcze nie było a rano już, nie było w  księgarni. Nakład wszak ogromny był. Czytając książkę pożyczaną od pani dyr chciałam mieć swoją, ale w jaki sposób?
Przechodząc dnia pewnego letniego dnia przez Bałucki Rynek, zerknęłam na stoisko z książkami, nie, nie mieli „Wielkiego świata” ale mieli  Dorothy Uhnak „Policjanci” – na marginesie książka sfilmowana w roli głównej, porucznik Kojak :), kto go pamięta?  I nawet na książkę mnie stać było, kupiłam. Pani dyr, tej książki nie upolowała. I tak siedząc któregoś dnia w naszym pokoiku z kuchnią przy piecu kaflowym, długo myśląc pani dyr, zaproponowała wymianę. Bo jak powiedziała – „będzie wznowienie Wielkiego Świata, to go sobie dokupię”. Nie było i  do dziś niema. I tak ja mam „Wielki Świat ze wspomnień snoba-katorżnika” a Dorothy nie posiadam, mam ploteczki o ONZ.
Tak, tak wiem, większości polityków których nazwiska można spotkać w książce już nie ma,  ale jest opowieść o samym ONZ  o tym jak działa i nasza piękna karta jest tam zapisana, możemy być z niej dumni.
A nazwiska? oj tam.  Inne nazwiska przemierzają korytarze i spotykają się w kuluarach,  stają na mównicy, ale czyż ich zachowania nie są podobne do dawnych? ;-)
Może jednak nie ma już tak barwnych postaci jak opisana poniżej? O tym dowiedzą się nasi potomkowie z dziś spisywanych wspomnień.

Opowieść o ministrze spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii dawno temu. Oddaję głos autorowi książki:
„Powiedzieć o Brownie  że był postacią malowniczą, to tak jakby powiedzieć o Warszawskim Pałacu Kultury że spory. Piekielna przewrotna inteligencja i niepohamowany temperament tworzyły w nim sprężoną mieszankę wybuchową i pchały go do tak niepoczytalnych wybryków na forum międzynarodowym, że nie wiadomo było, co w nim bardziej admirować: błyskotliwość, zuchwalstwo, najokropniejsze dowcipy, stan nieustannego zamroczenia alkoholem, zamiłowanie do skandalicznych wygłupów, czy kąśliwy jęzor jak stąd do Zgierza, którym to jęzorem umiał chlastać jak nikt przed nim i chyba już nikt po nim. W atmosferze dostojnej nudy i blagi, jaka normalnie przeważa w ONZ, Brown przypominał ożywczą bryzę poranną.(..)”
Czy kontynuować opowieść o panu Brownie? Kto chce niech czyta. :)
Debiut Browna w ONZ był naprawdę widowiskiem niezapomnianym. Jest to człowiek wzrostu tak niewielkiego że (..) Kiedy stanął na mównicy Zgromadzenia Ogólnego zielonkawy pulpit z karraryjskiego marmuru, przysłonił go niemal całkowicie, nie na tyle jednak by odebrać szanownym zebranym okazję do podziwiania jaskrawo czerwonego krawata, jaki Żorżyk przywdział był specjalnie na tę uroczystą okazję. Brown miał już za sobą pierwszą rundę ciężkich walk w barze, toteż mówca, zapewne trochę mimowolnie, demonstrował ów krawat raz z lewej raz z prawej strony mównicy. Piękny to był widok, kiedy pięćset metternichowskich głów w sali Zgromadzenia kiwało się w prawo i w lewo, w zależności od poruszeń mówcy (…)”

Czy dalej wam opowiadać ploteczki o panu ministrze jej królewskiej mości? To jedno zdanie, może dwa:
(..) pierwsze zdanie przemówienia brzmiało tak: „Panie przewodniczący! Socjalistyczny rząd jej królewskiej mości…” Szmer ożywienia ustąpił wtedy miejsca tzw. grobowej ciszy. Warto było popatrzeć na wielu delegatów, jak w popłochu usiłują znaleźć odpowiedni wyraz twarzy, jako że obrady są na żywca transmitowane przez telewizję (..) Treść przemówienia Browna zawierała pod adresem naszej części świata, jak by to określić, pewne akcenty krytyczne, nim jednak zdążyliśmy się obrazić, dostało się wszystkim po kolei, Amerykanów nie wyłączając. Toteż oklaski po przemówieniu były wyjątkowo gorące… (…) „Ale im dołożył” cieszyły się rożne delegacje, mając na myśli inne delegacje. (…)”

Smaczków w tej książce jest mnóstwo jak choćby ta:
(…) Oczywiście zawsze można pochichotać na temat byłego prezydenta Republiki Togo, Sylvanusa Olympio i jego upodobaniu do gustownych pacholąt. Nie sadzę jednak, żeby to było tak znów bardzo rozśmieszające, jeśli się spojrzy na tę kwestię od strony pacholąt”.
Inny polityk i inna opowieść  kończy się słowami które i dziś możemy mocno podkreślić.
„(..) Prezes zaplątany już nie tylko w dywan ale i w kable mikrofonu, frędzle obrusa i proporczyk z godłem ONZ, nie taił zamiaru znokautowania biegających wokół kelnerów i zrozpaczonych kolegów z zarządu UNCA. Orkiestra grała bez przerwy tusz. Ambasadorzy mniej ważnych państw zaczęli się podnosić od stołów by lepiej widzieć. Dawały się słyszeć okrzyki zagrzewające prezesa do walki. Jeden tylko U Thant siedział w samym centrum zupełnie nieporuszony, bo buddystom jest zawsze wszystko jedno. (…) (Prezes) Uderzył pięścią w stół tłumiąc czkawkę, powiódł triumfalnym wzrokiem po sali…
- A dlaczego źle się dzieje? – kontynuował prezes wyciągając palec w stronę ambasadora Francji, który rozejrzał się z niepokojem wokoło. – Ponieważ panowie politycy za dużo się kłócą i za dużo ucztują, zamiast więcej pracować na rzecz pokoju.”

Święte słowa oj tak święte słowa i  można powiedzieć, dotyczą wszystkich czasów nam współczesnych też.

A wieslaw„Teraz już można. Ze wspomnień kulawego szerpy” to chyba ostatnia książka napisana przez Wiesława Górnickiego.
O czasach nam już znanych lepiej, może jednak mało poznanych? Postaciach dobrze zapamiętanych, choć może niekoniecznie tacy byli jak ich media przedstawiały? Nieznane zdarzenia, opowiedziane jak zwykle z humorem i dystansem do siebie i świata.
Tę i inne książki Wiesława Górnickiego bardzo polecam, – ależ po co, ktoś zniesmaczony polecaną postacią zapyta? By wiedzieć drodzy państwo,  by wiedzieć i mieć własne zdanie dzięki poznanym faktom, wszak historia kołem się toczy.

„Wielki świat ze wspomnień snoba-katorżnika”. Drugi egzemplarz zdobyłam za 5 zł na allegro.  „Policjantów” dalej nie mam. :)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Książki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

21 odpowiedzi na „„Teraz już można” czy znacie książki tego dziennikarza, „Wielki świat” na przykład?

  1. Pantera pisze:

    Ale ja mam! Zabralam ze soba z Polski.
    Jesli chcesz, moge Ci sprezentowac i tez bedziesz miala.

  2. elka pisze:

    A co Panterko będę miała? :)

  3. ewa z mazur pisze:

    ja wprawdzie tu na mazurach nie mam, ale zostawiłam tę książeczkę w warszawskim mieszkaniu:) jakoś z trudem przez nią przebrnęłam. może nie lubię ploteczek?

    • elka pisze:

      Kiedy kupiłaś? Mnie się podobała. :)

      • ewa z mazur pisze:

        oj, to jeszcze moja mama kupiła, nie wiem gdzie.
        a czytanie o grzeszkach i innych przewinieniach niczego nas nie nauczy i niczego nie zmieni..
        wystarczy mi wiedzieć, jak bardzo teraz jest źle niektórym. nikt nie wyciągnął wniosków.

        • elka pisze:

          Ewuniu no przecież nie o grzeszki czy przewinienia tu chodzi ale o człowieka takiego lekko śmiesznego i trochę komicznego takie po wojnach i innych ponurościach lekkie spojrzenie. Dla korespondenta wojennego to jakby oczyszczenie. Trochę i o prawdę, media a dziś w szczególności, ulubieńców swoich pod niebiosa wychwalały i wychwalają a innych najchętniej z błotem mieszają. To spojrzenie ploteczkowe trochę na ONZ to takie odbrązowienie, ustawienie na właściwych postumentach lub postumencikach. Trochę tylko ploteczkowe, bo wiele tam faktów, które inaczej przedstawiają znane nam z prasy wydarzenia, które ktoś, tak a nie inaczej naświetlił. Silniej to występuje w książce „Teraz już można..” Tam ploteczek nie ma i opowiastek, ale są konkrety bardziej. Książkę tego autora „Bambusowa klepsydra” musiałam usunąć z domu. Każda kartka to było morze łez. Łez nad upodleniem człowieka, nad jego upadkiem nad degeneracją. To o czerwonych Khmerach. Potworność po prostu. „Wielki świat” to lekka opowieść, tak jakby pobłażliwie z uśmiechem popatrzeć na małe potknięcia człowieka. Każdemu takie spojrzenie jest potrzebne, tak myślę. :)

  4. Jasna8 pisze:

    Wskazane, bardzo wskzane czytać takie książki.
    W każdym wieku, po to by wiedzieć.
    Tak jak napisałaś by porównywać i wiedzieć :-)

    • elka pisze:

      Tak, w takim celu właśnie, moim zdaniem człowiekiem który coś tam wie, trudniej manipulować i mówić „ciemna masa wszystko kupi”, bo ciemną masą być przestaje taki człowiek.

  5. Orka pisze:

    A ja lubię takie ciekawostki-nie mam i nie czytałam ale mam”Policjantów”:)

    • elka pisze:

      Policjantów czytałam trudna książka, ale też bardzo prawdziwa odbrązowuje, oczyszcza.
      No też lubię takie ciekawostki, nawet stare jeszcze anegdotki o Franciszku Fiszerze lubię. :) Hi hi ten to był aparat niezły. :)) No jak się rozpędziłam zaraz mi się przypomniało „Tedy i owędy” Wańkowicza, ile ja się naśmiałam czytając tę książkę, nie przymierzając jak Chmielewską prawie. :))

  6. Hana pisze:

    To już się nie przyznam, że też mam Policjantów:)))

  7. loona pisze:

    Bardzo ciekawie opowiedziane :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>